Z Białogardu znikną szpecące reklamy. Ma być ładnie

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Jakub Roszkowski

Z Białogardu znikną szpecące reklamy. Ma być ładnie

Jakub Roszkowski

Jak mieszkańcy Białogardu widzą swoje miasto? Według ankiety, której wyniki właśnie poznaliśmy, sporo im się nie podoba.

Miasto opracowuje tzw. kodeks reklamowy, dzięki któremu z Białogardu mają wreszcie zniknąć brzydkie reklamy, zaśmiecające przestrzeń publiczną. Krótko mówiąc: koniec z pstrokacizną i gigantycznymi banerami w mieście. Ma być ze smakiem i zgodnie z kodeksem.

Od czerwca mieszkańcy Białogardu mogli odpowiedzieć w specjalnej ankiecie, co im się podoba, a co woleliby, żeby zniknęło z miasta.

Poznaliśmy wyniki tej ankiety. Wzięło w niej udział łącznie 120 osób. Pytań było 21. Sporo zostało okraszonych zdjęciami i pytaniem, czy bardziej podoba się nam przedstawiony obiekt taki, jak jest w rzeczywistości (m.in. budynek sklepu Biedronka z serią wielu reklam), czy też oczyszczony komputerowo z pozostawionym tylko i wyłącznie szyldem sklepu.

Zdecydowana większość, bo 65 procent ankietowanych, woli przestrzeń z minimalną liczbą reklam.

Na pytanie „Czy w obrębie murów miejskich powinien być wprowadzony zakaz sytuowania reklam wielkoformatowych?” aż 67 proc. ankietowanych odpowiedziało twierdząco. Podobnie z pytaniem o reklamy na lawetach. 65 proc. uważa, że ich ustawianie powinno być dozwolone tylko w wyznaczonych miejscach.

60 proc. ankietowanych uważa, że na dużych ścianach budynków w mieście, jeśli już, to powinny się pojawić tylko „murale” promujące Białogard, a 56 proc., że także wywieszanie reklam na płotach powinno być szczegółowo uregulowane.

Kodeks reklamowy Białogardu może być gotowy już w przyszłym roku.

Jakub Roszkowski

Białogard, Mielno i okolice, ale także Koszalin i powiat koszaliński to miejsca, o których piszę przede wszystkim. Analizuję rynek paliw w regionie, trzymam rękę na pulsie w sprawie szeroko rozumianego biznesu, ale także pogody i wakacji nad morzem. Bo wiadomo, Mielno to obok Kołobrzegu i Gdańska najczęściej odwiedzana miejscowość nadmorska w kraju. 


Pod moją "opieką" są również koszalińscy, mieleńscy i białogardzcy samorządowcy. Jeśli coś zmalują, nabroją lub popsują albo wręcz przeciwnie, zrobią coś naprawdę dobrego, ja o tym napiszę. 


 


W Głosie Koszalińskim pracuję od 2000 roku. To właściwie moja pierwsza i jak na razie jedyna praca. To moja siostra chciała zostać dziennikarzem. Ostatecznie to jednak ja poświęciłem temu zajęciu już ponad połowę życia.


 


Jestem domatorem i naprawdę najlepiej czuję się w swoim domu. Może to dlatego, że po intensywnym dniu w gazecie potrzebuję wyciszenia...    


 

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.