Krzysztof Bednarek

Wojskowa misja od kuchni

Polacy mieszkający w Ameryce (z lewej) i żołnierze amerykańcy (z prawej) podczaa wspólnego posiłku. Zadaniem naszych rodaków była pomoc Amerykanom wyjeżdżającym Polacy mieszkający w Ameryce (z lewej) i żołnierze amerykańcy (z prawej) podczaa wspólnego posiłku. Zadaniem naszych rodaków była pomoc Amerykanom wyjeżdżającym do Polski w poznaniu naszych zwyczajów i języka.
Krzysztof Bednarek

Jak żołnierze amerykańscy przygotowywali się do przyjazdu do Polski

Kilkanaście dni temu na poligon drawski przyjechali żołnierze amerykańscy. Ich zadaniem jest wzmocnienie wschodniej flanki NATO. O tym jak wyglądały kulisy przygotowań Amerykanów do misji w egzotycznym dla nich kraju napisał Zdzisław Kazimierczak, rodowity mieszkaniec Drawska Pomorskiego, który od ponad 30 lat mieszka w USA. Pan Zdzisław przesłał list e-mail do drawskiego ratusza, a my otrzymaliśmy zgodę na opublikowanie go.

Na naszych oczach dzieje się historia. Do Polski przybywają wojska amerykańskie. Wprawdzie były tu już wcześniej i nawet ćwiczyły na drawskim poligonie, to jednak teraz lądują z zamiarem stacjonowania na stałe. Po raz pierwszy w historii Polski żołnierze z dalekiej Ameryki znajdą się w Kraju nad Wisłą na dłużej.

Czego ci młodzi ludzie w mundurach US Army się spodziewają? Czego się obawiają? Na co liczą? Co ich czeka, bo przecież polska kultura wciąż jednak rożni się od amerykańskiej.

Ja, drawszczanin z krwi i kości, mieszkający w Stanach od ponad 30 lat miałem szczęście dowiedzieć się tych rzeczy uczestnicząc w szkoleniu tych młodych ludzi, którzy, jak się już w trakcie kursu okazało, również będą rozlokowani w moim rodzinnym mieście.

Do Fort Carson w Kolorado zjechali po zakończeniu dwumiesięcznego wojskowego szkolenia w Kalifornii. W Kolorado przez dwa tygodnie mieli się uczyć zarówno współpracy z wojskiem polskim, ale i poznawać, przynajmniej w zarysie aspekty naszej kultury i tradycji polskiej tak, by pewne rzeczy nie były zaskoczeniem po wylądowaniu na polskiej ziemi.

Poznawanie takie odbywa się w sposób praktyczny. Program nazwijmy go “odgrywaniem roli polskiego wojska” polegał z grubsza na tym, że armia USA zebrała grupę 20 Polaków z całych Stanów. Ubrała w mundury i kazała pełnić rolę ludzi, którzy nic, a nic o Ameryce nie wiedzą. Nawet nie mówią po angielsku. Więc nie mówiliśmy, choć to nie było łatwe.

Dialog z amerykańskimi żołnierzami odbywał się tylko za pośrednictwem tłumacza, choć wszyscy z nas świetnie mówią po angielsku. Trzeba tylko było pilnie uważać, by nie wymsknęło się słówko w tym języku. To niezwykłe utrudnienie dla ludzi, którzy biegle władają oboma językami. Zwłaszcza że było to trwające kilka dni przygotowanie akcji typowo wojskowej. Wspólnej z polskim pododdziałem operacji likwidacji terrorystów.

Przygotowanie wprawdzie tylko teoretyczne, ale prowadzone z wszelkimi zasadami sztuki wojskowej. Omawianie szczegółów operacji musiało trwać nawet trzy razy dłużej niż normalnie, bo trzeba było korzystać z pośrednictwa tłumacza.

Uczestniczący w szkoleniu żołnierze w większości byli już przynajmniej raz na misji w Iraku lub Afganistanie. Niektórzy nawet trzykrotnie. A tu raptem całkiem nowy język, nowa kultura, która dla wielu z nich może być równie egzotyczna jak iracka czy afgańska.

W szkolonej grupie znalazł się tylko jeden dowódca plutonu polskiego pochodzenia. Może będzie stacjonował w Drawsku? Większość miała o Polsce bardzo mgliste pojęcie.

Ćwiczenia nie mogły pominąć polskiej kuchni. Kucharze z wojskowego Instytutu Sztuki Kulinarnej przygotowali polskie potrawy, które żołnierze smakowali z zadowoleniem. Mogę zdradzić, że największym powodzeniem cieszyły się gołąbki.

W ramach przygotowań do wyjazdu do Polski żołnierze USA poznawali podstawy języka polskiego, a także otrzymali broszurki zawierające zwięzłą historię Polski i wyjaśniające jej obecny ustrój polityczny.

Choć to może niewiele, ale przynajmniej wiadomo, że lądując w Polsce posiadają podstawową wiedzę o kraju, który przyszło im bronić.

To nie wystarczało. Ci młodzi ludzie w amerykańskich mundurach chcieli wiedzieć o Polsce niemal wszystko. Większość z nich pochodzi z południowych stanów USA, gdzie śnieg trafia się niezwykle rzadko lub prawie nigdy. Trudno się dziwić, że pytali, czy w Polsce zima jest sroga, bo przecież mieli przybyć w styczniu. Mogłem ich pocieszyć, ze w Drawsku raczej mocno nie zmarzną, ale w Orzyszu już takich gwarancji nie ma.

Mnie osobiście najbardziej intrygowała kwestia, czy tych młodych ludzi nie ogarnia poczucie, że znów muszą rozwiązywać odlegle problemy Europejczyków tak, jak ich dziadowie i ojcowie podczas obu wojen światowych. Nie, takich skojarzeń nie mają. Mają za to inne. Jeden z nich stwierdził: „Polska będzie nareszcie tym krajem, w którym nie będziemy przyjmowani z obojętnością czy nawet wrogością, jak to nierzadko ma miejsce w Iraku czy Afganistanie. Do Polski możemy zabrać paszporty, by w weekendy móc zwiedzać atrakcyjne regiony kraju czy zrobić krótki wypad do Niemiec lub na Litwę”. Na tę wypowiedź wszyscy jednogłośnie potakująco skinęli głowami.

Żołnierze z dalekiej Ameryki, z których większość nie wiedziała, że Chopin, Skłodowska-Curie czy św. Jan Paweł II byli Polakami przyjeżdżają, by strzec naszych granic. Przyjmijmy ich szeroko otwartymi ramionami. Najszerzej jak to tylko możliwe.

Zdzisław Kazimierczak

Krzysztof Bednarek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gk24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.