Trzy pokolenia z Gwardią Koszalin. Jedyne takie trio w Polsce

Czytaj dalej
Fot. Krzysztof Marczyk
Krzysztof Marczyk

Trzy pokolenia z Gwardią Koszalin. Jedyne takie trio w Polsce

Krzysztof Marczyk

Wybierzmy się w historyczną podróż z przedstawicielami trzech pokoleń Klubu Piłki Ręcznej Gwardia Koszalin. Przed Państwem trio Stasiuków - Jan, Piotr i Oliwier. Dziadek, ojciec i syn.

Sekcja piłki ręcznej przy Gwardii powstała w 1966 roku. Jej 56-letnią, bogatą w sukcesy i porażki historię spajają wyjątkowi ludzie - członkowie mieszkającej pod jednym dachem rodziny Stasiuków.

Jan Stasiuk latach 1966-78 był zawodnikiem, następnie trenerem (1978-1995) i prezesem (1994-2012), a obecnie jest pełnomocnikiem zarządu.

Jego syn, Piotr Stasiuk, był zawodnikiem w latach 1997-2012, a od 2016 roku jest trenerem.

Najmłodszy z trójki, niespełna 18-letni Oliwier (syn Piotra, wnuk Jana) w sezonie 2021/22 zadebiutował między słupkami seniorskiego zespołu.

Ta rodzina to nie tylko żywa historia klubu i kontynuacja sportowych tradycji, ale też prawdziwa sztafeta pokoleń.

Czym skorupka za młodu

Pierwszym wspomnieniem związanym z piłką ręczną Jana Stasiuka jest gra w reprezentacji szkoły - Liceum Ogólnokształcącego w Lęborku. W czasie nauki w Państwowej Szkole Technicznej w Koszalinie (lata 1965-1968 r.) znalazł się w jednej grupie studenckiej z Jerzym Spodymkiem, który przybył ze Ślaska, gdzie uprawiał właśnie piłkę ręczną. Namówił Jana do podjęcia treningów w nowo powstałej sekcji przy KS Gwardia. To był 1966 rok.

- Od 1978 roku byłem już trenerem zespołu seniorów - mówi pan Jan.

Synowie od najmłodszych lat zabierani byli przez ojca na treningi i obozy sportowe.

- Starszy Daniel wybrał jednak judo, za to młodszy Piotr został przy piłce ręcznej - opowiada senior rodu.

- Najbardziej w pamięci utkwił mi moment, gdy zespół prowadzony przez tatę awansował do ekstraklasy. Piękne chwile, kiedy zawodnicy podrzucali swojego trenera i spalili jego ulubioną czapkę - wspomina Piotr.

Jak zapewnia, w domu nigdy nie było presji trenowania czegokolwiek.

- Tata zawsze zabierał mnie na obozy sportowe, mecze, turnieje - mówi Piotr. - Wiele godzin spędzonych z zawodnikami sprawiło, że pokochałem sport. Przed piłką ręczną, którą zacząłem trenować dość późno, bo w wieku prawie 17 lat, próbowałem swoich sił w piłce nożnej i, mimo niskiego wzrostu, w koszykówce.

Dzieci obecnego trenera Gwardii - Oliwier i Julia - próbowali swoich sił w piłce ręcznej już w podstawówce i gimnazjum. Julia zmieniła dyscyplinę. Jest utytułowaną kickboxerką. W tym sezonie została mistrzynią Polski i Europy w kategorii kick-light junior, mistrzynią Polski full-contact senior i zawodową mistrzynią Polski full-contact.

- Jeżeli chodzi o syna, który w zeszłym sezonie wyszedł na parkiet, to serce lekko ścisnęło i emocje były ogromne. Niesamowite uczucie, gdy syn jest twoim zawodnikiem. Muszę przyznać, że Oliwier trochę był ukierunkowywany na piłkę ręczną przez swoją mamusię, no i przeze mnie - śmieje się Piotr. - Byłem lekko sceptyczny co do jego pomysłu, żeby startować w naborze do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Płocku. No i pokazał ojcu, że trzeba próbować i wierzyć w siebie. Dostał się do tej szkoły, z czego jestem bardzo dumny - dodaje.

- Pierwsze moje wspomnienie z piłką ręczną to na pewno mecz taty na Gwardii, gdy miałem sześć lat - mówi Oliwier. - Wybór zainteresowań nie był mi narzucony przez nikogo, a sam jako dziecko interesowałem się jeszcze wieloma innymi sportami przed wyborem piłki ręcznej - zapewnia.

A czy sport - nie tylko ich pasję, ale i pracę - przynoszą do domu? Czy kuchnia czasem zamienia się w sportową szatnię, ku utrapieniu bądź uciesze reszty domowników?

- Mieszkamy razem, nie da się unikać rozmów o czymś, co się robi na co dzień - nie ukrywa pan Jan.

- Staramy się unikać takich rozmów, lecz to nie za bardzo wychodzi, co może potwierdzić żona Jana, mama Piotra i babcia Oliwiera - mówi ze śmiechem Piotr.

- Tak, rozmawiamy przy okazji świąt oraz spotkań rodzinnych - potwierdza Oliwier.

Przez czas i przestrzeń

Jak z ich perspektywy wygląda piłka ręczna kiedyś i dziś? Czy w ogóle można to porównywać? Jak zgodnie przyznają, na podstawowym poziomie (liczba zawodników, wymiary boiska, czas gry) praktycznie nic się nie zmieniło.

- W okresie, kiedy zaczynałem, grano jeszcze w różnych regionach kraju w piłkę ręczną 11-osobową - zaznacza jednak pan Jan. - Inaczej wyglądało boisko, bo grało się na trawie. Ja rozpoczynałem już w odmianie siedmioosobowej. W halach mogły grać tylko zespoły I ligi. Pozostałe, ze względu na brak hal, w większości miejscowości grały na nawierzchniach asfaltowych, kortowych, betonowych. Grało się w deszczu czy nawet małych opadach śniegu - przyznaje pan Jan.

Jak wylicza, w tamtych latach o używaniu kleju (by piłka lepiej trzymała się dłoni) nikt nie słyszał. Wcześniej w szkołach podstawowych obowiązywały podziały na strefy (obro-na, pomoc, atak, bramka). Kary za przewinienia były stopniowane (odpowiednio 2-, 5- i 10-minutowe). Nie było kolorowych kartek. Gra była wolniejsza - nie było szybkich wznowień, limitu podań, gry na czas. Zespół liczył 12 zawodników.

- Oglądając dzisiejszą dynamikę oraz wyszkolenie techniczne zawodników, jest przepaść między tym, co było w latach 90. i wcześniej - ocenia Piotr. - Niesamowita szybkość, siła idzie razem z techniką. Oczywiście przepisy również się zmieniają i to ma wpływ na szybkość gry. Z rozwojem handballa idzie podejście do aktywności fizycznej. Dzisiaj nie ma przypadków w sporcie. Jeżeli wszystko jest dobrze zaplanowane, czyli przygotowanie fizyczne i psychiczne, to jest większa szansa na dobry wynik każdego sportowca - uważa obecny trener Gwardii.

Ciekawie rzecz się ma ze sportowymi autorytetami. Widać pokoleniowe rozbieżności. Oliwier przyznaje, że na nikim się nie wzoruje, za to stara się zawsze być najlepszą wersją siebie. Dla pana Jana niezmiennie i od zawsze autorytetem jest prof. Janusz Czerwiński - zawodnik, trener, działacz, naukowiec. - Zawsze imponowały mi umiejętności Michaela Jordana - mówi z kolei Piotr. - Dzisiaj jest wielu niesamowitych sportowców, z których można czerpać - dodaje.

Za horyzontem

Co przyniesie przyszłość? Czy Koszalin doczeka się kiedyś ekstraklasowego zespołu męskiej piłki ręcznej?

- W ostatnim okresie udało się działaczom klubu pozyskać do współpracy kilku byłych zawodników, którzy stworzyli silną grupę sponsorską. Wzmocniliśmy zespół tegorocznymi absolwentami szkół mistrzostwa sportowego, którzy postanowili podjąć studia w Koszalinie. Obiecujący skład, zapewnienie właściwej pracy szkoleniowej daje nadzieję na kolejne awanse - uważa pan Jan.

- Zakończyliśmy sezon na 2. miejscu i jesteśmy w pewnym zakresie zadowoleni - uzupełnia Piotr. - W najbliższych rozgrywkach nadal będę trenerem pierwszego zespołu seniorów, z którym będziemy walczyli o większe cele. Mam nadzieję, że uda mi się osiągnąć minimum takie, jak taty (czyli awans i prowadzenie zespołu w ekstraklasie w sezonie 1993/94 - dop. red.) - dodaje trener Gwardii.

W innym momencie życia jest Oliwier. Stoi przed ważnymi wyborami. - W głównej mierze stawiam na naukę, a dopiero później na sport, i jeśli pojawi się dalsza możliwość grania w piłkę ręczną, to myślę, że skorzystam z okazji - mówi. - Sądzę, że Gwardia ma bardzo duży potencjał i realne szanse, by kiedyś grać na najwyższym poziomie oraz godnie reprezentować Koszalin. Na razie jednak moim największym marzeniem jest dostać się na wymarzony kierunek studiów i ukończyć go z dobrym wynikiem - zaznacza najmłodszy z gwardyjskiego tria. Cała trójka z nadziejami wyczekuje nowego sezonu. Ambicje i oczekiwania są spore, ale pewne jest jedno - wspólnie łatwiej jest dążyć do ich realizacji.

Krzysztof Marczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.