Taboryszki - wieś na Litwie, w której żyją Polacy

Czytaj dalej
Inga Domurat

Taboryszki - wieś na Litwie, w której żyją Polacy

Inga Domurat

Kilkaset metrów od granicy z Białorusią, ok. 40 kilometrów od Wilna położona jest litewska wieś Taboryszki, w której ogromna większość mieszkańców to Polacy i to do nich z darami przyjechało 13 lipca koszalińskie Stowarzyszenie Pomocy Polakom ze Wschodu

W Taboryszkach nigdy wcześniej nie było dane mi być. Charytatywna misja, z jaką jechało tu Stowarzyszenie, sprawiło, że i ja mogłam się tu pojawić, by relacjonować tę bardzo przyjazną wizytę, a jednocześnie zobaczyć na własne oczy, jaka jest obecna Litwa, ta położona kilkadziesiąt kilometrów od stolicy. I przyznam, że choć doskonale wiedziałam, że jadę do kraju Unii Europejskiej, to moje wyobrażenie o nim było zgoła odmienne. Przykro to mówić, ale byłam przygotowana na to, że zetknę się wyłącznie z porażającą biedą rodaków w Taboryszkach. A stało się inaczej. Wieś jest podzielona na tych, którym wiedzie się bardzo dobrze i tych, którzy faktycznie potrzebują pomocy, bo choć w potężnych supermarketach w Wilnie jest wszystko, to im na te zakupy brakuje pieniędzy. W Taboryszkach jest kilku rolników z potężnym areałem, reszta albo pracuje u nich, albo dojeżdża do pracy do stolicy. Największa grupa mieszkańców to emeryci. Większość młodych wyjechała do miasta. Są i tacy, którzy po wstąpieniu Litwy do Unii, wyjechali z kraju za chlebem i jak na razie wracać do niego nie mają zamiaru. Obrazek, jak z wielu wsi w Polsce, z tym, że na Litwie ludzie narzekają jeszcze na walutę - na „euro”, bo ceny poszły w górę. W Taboryszkach jest tylko malutki sklepik, na duże zakupy jeździ się do stolicy, a tam za jednym razem zostawia się i po 100 euro. - Po mężu mam 216 euro renty. Ledwo porobię opłaty, kupię coś do jedzenia. Na nic więcej mnie nie stać. Ciężko. Dobrze, że córka pracuje w samorządzie, syn wyjechał do Irlandii i to oni czasami pomogą. Syn paczkę prześle - usłyszałam od mieszkanki Taboryszek.

I to do takich rodaków, którym brakuje pieniędzy na życie, z darami przyjechało koszalińskie Stowarzyszenie Pomocy Polakom na Wschodzie. Dzięki wsparciu wielu osób, firm i instytucji (patrz ramka) udało się zebrać mnóstwo ubrań, głównie dla dzieci, sprzęt sportowy, przybory szkolne, książki w języku polskim, gry edukacyjne, artykuły chemiczne. Po całodniowej podróży (z Koszalina do Taboryszek jest ok. 800 kilometrów - dop. red.) jeszcze 13 lipca wszystkie paczki zostały rozładowane w budynku, w którym niedawno była polska szkoła. Obecnie zostało w nim polskie przedszkole i działa muzeum Anny Krepsztul, nieżyjącej już, znanej na świecie, malarki z Ta- boryszek. Niezwykle ciepło przyjął nas dyrektor tego wielofunkcyjnego centrum - Tadeusz Żygiel z małżonką i kilka innych rodzin, które zdecydowały się przyjąć nas na noc pod swój dach. - Dziękujemy za te dary, jest ich tak dużo. Dziękujemy też, że do nas przyjechaliście z tak daleka. To wielka radość spotkać się z rodakami - mówił na powitanie Tadeusz Żygiel, na którego ręce Zygmunt Czapla, prezes zarządu Stowarzyszenia Pomocy Polakom ze Wschodu, przekazał podarowaną przez prezydenta Koszalina monografię miasta.

Rozdanie darów zaplanowano na przedpołudnie kolejnego dnia. Natomiast my mogliśmy dowiedzieć się nieco o historii wsi i znanych ludziach, którzy tu mieszkali. Danuta Mołoczko, siostra zmarłej w 2007 roku Anny Krepsztul, opowiadała o niej w galerii jej prac. A Anna Krepsztul, malarka, której obrazy zdobią prywatne zbiory ludzi z całego świata, a także liczne kościoły, w swoim trwającym 75 lat życiu namalowała ich aż 3.500. Ich powstawaniu towarzyszył ogromny ból, ponieważ malarka cierpiała na postępującą osteoporozę. Większość swojego życia spędziła na wózku inwalidzkim, a ostatecznie, po złamaniu kręgosłupa, w domowym łóżku w Taboryszkach, których nigdy nie opuściła. Malowała nawet wtedy, gdy z trudem utrzymywała pędzel w dłoni. Bardzo chciała spotkać się z papieżem Janem Pawłem II. Niestety, uniemożliwiła jej to choroba. Namalowany przez nią obraz matki Boskiej Ostrobramskiej został przekazany papieżowi. To w Taboryszkach znajduje się Kościół św. Michała Archanioła, prawdopodobnie najstarsza budowla sakralna na terytorium obecnego rejonu solecznickiego, której kilkunastoletnia budowa ukończona została w 1770 roku. Sam kościół, jak też wiele elementów z wystroju jego wnętrza,są wpisane do rejestru zabytków. Przy kościele jest także zabytkowa drewniana dzwonnica, pełniąca również funkcje bramy kościelnej. To w tym kościele w 1914 roku swoją posługę kapłańską zaczynał błogosławiony ks. Michał Sopoćko. Historię kościoła i rodu Ważyńskich (Michał Ważyński był fundatorem kościoła - dop. red.)mogliśmy usłyszeć od proboszcza ks. Waldemara Ulczukiewicza.

Już po naszym powrocie do Koszalina dotarła do nas informacja, że przywieźliśmy tak dużo darów na tak małe Taboryszki, że obdarowani zostali jeszcze potrzebujący z okolicznych wsi.

Inga Domurat

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.