Roman Pietrzak - 50-letni mistrz świata w katującej dyscyplinie

Czytaj dalej
Fot. Archiwum Romana Pietrzaka
Grzegorz Okoński

Roman Pietrzak - 50-letni mistrz świata w katującej dyscyplinie

Grzegorz Okoński

Roman Pietrzak uprawia quadrathlon: niezwykle trudną dyscyplinę sportową dla wyjątkowych twadzieli. Mało kto zna tę kombinację triathlonu i wyścigu kajakowego, podobnie jak mało kto wie, że mistrzem świata w niej jest Polak, Roman Pietrzak z Rakowni, koło Murowanej Gośliny! Skromny facet po pięćdziesiątce, o wysportowanej sylwetce nie przypomina herosa z filmów - ale ma sił i woli tyle, że nie mógł nie zostać mistrzem...

Quadrathlon to pasja, wymagająca ciągłego treningu, ale też tak wciągająca, że aż się chce trenować - opowiada wielkopolski mistrz. - Nic nie muszę, nikt mi niczego nie nakazuje - ja chcę biegać, pływać, jechać!

Żeby stanąć na podium w quadrathlonie, trzeba zwyciężyć w czterech wyczerpujących konkurencjach, i to jednej po drugiej: pływaniu (do przepłynięcia jest dystans 475 metrów), jeździe na rowerze (trasa liczy sobie 22,5 kilometra), wyścigu kajakowego (4 kilometry) i na zakończenie - biegania - na dystansie ponad dwóch kilometrów. To tylko przykład… krótkich dystansów. Średni obejmuje pływanie na 750 metrów, 40 kilometrów na rowerze, 8 kilometrów w kajaku i 10 kilometrów w biegu. Długi dystans - uwaga: 800 metrów pływania, 90 kilometrów na siodełku rowerowym, 20 kilometrów w kajaku i 21 kilometrów biegu. Młody, silny i zasadniczo wysportowany mężczyzna miałby spore problemy, by sprostać temu zadaniu, o ile dałby radę w ogóle. Roman Pietrzak startuje na długim dystansie w kategorii senior - 55 lat - i jest najlepszy w Polsce i na świecie!

Wolsztyn był początkiem

- Proszę nie myśleć, że startuję od dziecka - mówi pan Roman. - Owszem zawsze ceniłem sobie sprawność fizyczną, zresztą pracowałem w służbach mundurowych. Ale zainteresowałem się tym sportem raptem kilka lat temu. Pojechałem tak bez większego przygotowania na małe zawody do Wolsztyna. Było fajnie, poczułem adrenalinę i już wiedziałem, że chcę być w tym jak najlepszy.

Po Wolsztynie przyszła więc kolej na treningi i na starty zagraniczne - na Słowacji, w Czechach, na Węgrzech.

- Reprezentowałem sam siebie, nie miałem żadnego błogosławieństwa organizacji sportowej, nie byłem w żadnej reprezentacji. Lubię biegać, startuję w maratonach, więc się nie przestraszyłem wyzwania. Zresztą sport wpasowuje się w zdrowy tryb życia, a to bardzo lubię, więc sam z siebie staram się te pięć razy w tygodniu ruszać się. Ale nie jest to klasyczny trening, bo ten kojarzy mi się z planem. Moje ćwiczenia mają być dla mnie nie zmuszaniem się do wypełnienia planu, ale przyjemnością. Dlatego - jeśli mam ochotę biec przez dwadzieścia kilometrów, to biegnę, jak mniej - to mniej

- mówi Roman Pietrzak.

Czy będąc mistrzem świata chodzi się do "zwykłej" pracy? Jak sfinansować wyjazdy na zawody nie mając sponsora? O tym dowiesz się w dalszej części artykułu.

Pozostało jeszcze 59% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Grzegorz Okoński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gk24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.