Rodzina zmarłego kontra koszaliński szpital: - Zostawili tatę bez pomocy!

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Kulig
Wojciech Kulig

Rodzina zmarłego kontra koszaliński szpital: - Zostawili tatę bez pomocy!

Wojciech Kulig

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Tadeusza Szwedka z Darłowa. Mężczyzna zmarł na sepsę w koszalińskim szpitalu.

Rok 2017 dla rodziny Szwedków z Darłowa rozpoczął się tragicznie. Wszystko rozegrało się 2 i 3 stycznia w Szpitalu Wojewódzkim w Koszalinie.

W poniedziałek nad ranem trafił tutaj mieszkaniec Darłowa Tadeusz Szwedek. Rodzina nie przypuszczała, że właśnie zaczął się dramat. 70-letni mężczyzna dostawał drgawek, z każdą chwilą tracił siły, a drugiego dnia pobytu w szpitalu zmarł na sepsę. Według rodziny przez pierwszy dzień nie udzielano mu żadnej pomocy. Sprawa trafiła do prokuratury w Koszalinie.

Sylwester Szwedek, syn nieżyjącego mężczyzny, wciąż opowiada o tamtych chwilach z wielkim trudem. - Około 4 nad ranem zadzwoniła do mnie mama mówiąc, że z tatą coś się dzieje. Natychmiast przyjechałem i o godzinie 4:30 zadzwoniłem na pogotowie ratunkowe. Tatę zabrali do Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie - Sylwester Szwedek wówczas był pewny, że jego ojciec trafi w dobre ręce. - W końcu zabrała go przecież karetka, a lekarz z pogotowia zapewniał, że wszystko będzie dobrze - podkreśla. Kilka godzin później okazało się, że wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Po godzinie 11 Sylwester Szwedek wraz z mamą, Władyslawą przyjechali do szpitala w Koszalinie. Ku ich zdziwieniu pan Tadeusz wciąż przebywał na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, gdzie przyjmuje się m.in. ofiary wypadków samochodowych. Siedział i czekał. Powiedział, że oczekuje na wyniki badania moczu. - Była godzina 14, gdy podszedłem do okienka i zapytałem, co się dzieje z wynikami. Wiedziałem, że tata nie jadł, ani nie przyjął żadnych leków. Powiedzieli nam, że wyników jeszcze nie ma i trzeba czekać - opowiada nasz Czytelnik i dodaje: Można powiedzieć, że z godziny na godzinę tata tracił siły.

Pan Sylwester był zaskoczony brakiem jakiegokolwiek wsparcia.

- Tata był potężny i ważył naprawdę sporo. Prosiłem pielęgniarki o pomoc w podniesieniu go, gdy chciał iść do ubikacji. W końcu nikt nie przyszedł, więc z pomocą innych pacjentów przeniosłem tatę do toalety - opowiada Sylwester Szwedek.

Mijały kolejne godziny, a mężczyzna wciąż czekał na izbie przyjęć. Atmosfera zaczęła robić się nerwowa. Zarówno żona, jak i syn Tadeusza Szwedka tracili cierpliwość. Gdy wybiła godzina 18 mieli już dość czekania i pytania co chwilę o wyniki badań. Podeszli do okienka prosić o podjęcie jakiegokolwiek działania. Usłyszeli, że lekarz ogląda wyniki. Według relacji najbliższych lekarz oglądał je niestety przez kolejną godzinę. Po 19 pan Tadeusz zaczął się robić siny. - Miał sine ręce i nogi. Przyszedł lekarz, który tego dnia miał dyżur i powiedział, że trzeba zrobić EKG. Proszę sobie wyobrazić, że po tym badaniu lekarz powiedział, że da wypis do domu, bo nie widzi nic niepokojącego. Byłem przerażony, bo wiedziałem, że z tatą jest tylko coraz gorzej - wspomina roztrzęsiony Sylwester Szwedek. Po długiej dyskusji lekarz zdecydował jednak, żeby chory trafił na oddział ortopedyczny. Powód? Mieszkaniec Darłowa od rana skarżył się na duży ból kolan.

Wiedzieli o tym ratownicy medyczni, a także lekarz przyjmujący na SOR. Po ogólnych badaniach ortopeda stwierdził, że stan mężczyzny jest ciężki i że podejrzewa zakażenie bakteryjne. Wówczas Tadeusz Szwedek trafił w końcu na salę obserwacyjną. - Następnego dnia byliśmy z mamą z powrotem w szpitalu w Koszalinie. Powiedziano nam, że stan ojca jest bardzo ciężki. Zdiagnozowano sepsę i podano antybiotyki. Lekarz poinformował, że narządy nie funkcjonują już normalnie - mówi Sylwester Szwedek. Przed godziną 11 Tadeusz Szwedek zmarł. Kilka dni później rodzina złożyła zawiadomienie do prokuratury w Koszalinie, w którym został opisany przebieg zdarzenia.

Syn zmarłego zaznacza, że chory był przez 15 godzin pozbawiony pomocy.

- Nawet nie zainteresowali się czy on żyje, czy mu lepiej, a może gorzej. Nikt nie podchodził do niego. Jestem całą tą sytuacją rozżalona - mówi zdenerwowana Władysława Szwedek.

23 stycznia Prokuratura Rejonowa w Koszalinie wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Tadeusza Szwedka. Jednocześnie prowadzone jest też śledztwo w sprawie narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Zapytaliśmy przedstawiciela Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie o komentarz, jednak z uwagi na prowadzone czynności nie chciał informować nas o szczegółach sprawy.

- Jest nam przykro, że doszło do tego tragicznego zajścia. Uważamy jednak, że w tym przypadku wszystko było przeprowadzone zgodnie z wiedzą i sztuką lekarską. Jesteśmy w tym momencie stroną w procesie. Nie mogę powiedzieć nic o tym, jakie procedury lecznicze były prowadzone w stosunku do pacjenta. Mogę zapewnić jedynie, że wszelką dokumentację medyczną tego pana przekażemy prokuraturze - informuje Cezary Sołowij, rzecznik Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie.

Mija właśnie miesiąc od śmierci Tadeusza Szwedka. Zdaniem rodziny mężczyzna został zlekceważony przez personel medyczny, który 2 stycznia miał akurat dyżur. - Od szpitala oczekujemy przede wszystkim tego, żeby innych ludzi nie spotkało to, co mojego ojca. Jutro znaleźć mogę się tam ja, a za tydzień inni. Chodzi o to, żeby zrobili z tym wreszcie porządek. Jak sobie dyrektor nie radzi z tą placówką, to niech go zmienią. Ja oczekuję tylko godnego traktowania pacjenta - zaznacza Sylwester Szwedek.

Sepsa (posocznica)
Sepsa, czyli inaczej posocznica zbiera śmiertelne żniwo na całym świecie.
To choroba, którą nie możemy zarazić się od innej osoby. Możemy za to zarazić się inną zakaźną chorobą, której przebieg może zakończyć się sepsą. Najczęściej sytuacja taka występuje, gdy dojdzie do zakażenia gronkowcami, czy meningokokami. W efekcie sepsa może prowadzić do postępującej niewydolności wielu organów wewnętrznych, wstrząsu i śmierci. W Unii Europejskiej z powodu ciężkiej sepsy umiera rocznie 146 tysięcy pacjentów. W Stanach Zjednoczonych rocznie wykrywa się ok. 750 tysięcy przypadków ciężkiej sepsy. Ocenia się, że umiera na nią 28- 50 % zakażonych pacjentów. Podsumowując, sepsa jest przyczyną śmierci ponad 1400 ludzi dziennie na całym świecie.

Wojciech Kulig

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gk24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.