Pszczoła zapracowuje się na śmierć. A trutnie naprawdę się lenią

Czytaj dalej
Fot. Archiwum domowe
Rajmund Wełnic

Pszczoła zapracowuje się na śmierć. A trutnie naprawdę się lenią

Rajmund Wełnic

Rozmowa z Arturem Polakiem, pszczelarzem z dziada pradziada, który o pszczołach wie wszystko.

Od jak dawna zajmuje się pan pszczelarstwem?

Od 15. roku życia, a i wcześniej pomagałem ojcu, który mnie tym fachem zaraził i wiele nauczył, tak jak i dziadkowie. Mam nadzieję, że tradycję będzie kontynuował mój syn. Jakoś do przejęcia pałeczki się nie pali, ale ja w jego wieku też jeszcze o tym nie myślałem. Tak że nauczyłem się fachu w domu, a mistrzowski dyplom obroniłem u świętej pamięci profesora Jarosława Prabuckiego i profesor Bożeny Chudej-Mickiewicz.

Miły zawód, w zgodzie z naturą, spokojny...

Pszczelarz to niewolnik. Pracujemy w święta, weekendy, a jak trzeba, to i po 16 godzin na dobę. Nie ma wczasów, wyjazdów z rodziną. Najpierw jest praca, a potem przyjemności. Ale dla mnie ta praca jest właśnie przyjemnością, relaksuję się w pasiece. W tej chwili nie mam dużo uli, jakieś 150 pszczelich rodzin. Interes nie jest już opłacalny, poza sezonem wykonuję także inny zawód. Swoje zrobił także zalew tanich chińskich miodów, który sprawił, że nam sprzedaż spadła. W marketach w 90 procentach sprzedaje się miód z Chin, w najlepszym przypadku z Argentyny lub Meksyku, Afryki Południowej czy Australii, gdzie sezon trwa nie dwa-trzy miesiące, jak u nas, ale 10 miesięcy. Patrzmy więc na etykietki, bo najczęściej znajdziemy tam informację, że to „miód spoza Unii Europejskiej” lub mieszanina miodów z EU i spoza EU. Nie jest to oszukany miód, ale gorszej jakości niż nasz.

Jaki będzie ten rok, wyjątkowo upalny, szczególnie w sierpniu, dla pszczelarzy w naszym regionie?

Przeciętny. Zeszły rok był zdecydowanie lepszy, choć na początku zapowiadał się kiepsko. Dla odmiany ten zapowiadał się świetnie, ale suchy sierpień, niestety, to zmienił. Mamy problem z suszą hydrologiczną, która sprawia, że zbiory miodu są mniejsze. Aby roślina nektarowała, muszą być spełnione trzy podstawowe warunki: odpowiednia wilgotność, najlepiej 70 procent, odpowiednia temperatura - np. przy lipie to minimum 25 stopni Celsjusza, i jeszcze bezwietrzna pogoda, bo wiatr także wysusza nektar. W sierpniu już tego nie było, choć lipiec był jeszcze całkiem znośny i dlatego tego lata mamy świetną lipę, udała się nam. Poniekąd także dzięki dawnemu nadleśniczemu ze Świerczyny koło Czaplinka, panu Rydlowi, który w latach 80. w okolicach zasadził 3,6 tysiące lip. I od kilku lat zaczynają one właśnie nektarować i dają zrobić pszczołom świetny miód.

A wrzosy? Nasz markowy produkt?

Okolice Bornego Sulinowa słyną z wrzosowisk kłomińskich, które teraz zasychają, zamiast pięknie kwitnąć. Nieco lepsza sytuacja jest na pobliskim poligonie lotniczym w Nadarzycach, ale tam z kolei nie zawsze możemy stanąć z ulami z uwagi na ćwiczenia. Choć pamiętam, że za czasów, gdy w Bornem stacjonowali Rosjanie (wrzosowiska kłomińskie to pozostałość po pasach taktycznych dla czołgów - red.), pozwalali nam ustawiać ule w czasie kwitnienia wrzosów. Zdarzało się, że nad głowami śmigały nam wówczas pociski. Mieliśmy z nimi układ: oficerowie kazali żołnierzom pilnować naszych pasiek. Generalnie dla wrzosów dobrze jest, gdy są koszone, a nawet czasami strawi je pożar, bo odradzają się jeszcze piękniejsze. Jeszcze pod koniec lat 90. głównym źródłem utrzymania pszczelarzy z tych okolic był miód wrzosowy, a teraz, aby go pozyskać, trzeba mieć dużo szczęścia. Udaje się raz na dwa-cztery lata, ostatni był trzy lata temu. Ale i tak nie można porównać z czasami mego ojca, gdy ze stu rodzin zbierało się około dwóch ton miodu wrzosowego.

Jak się go pozyskuje?

Podobnie jak z innych pożytków. Jedzie się na wrzosowiska i na kilka tygodni wystawia ule. Pszczoły latają jakieś 2-2,5 kilometra od ula, więc trzeba im pomóc. W tym roku wystawiłem symboliczne 40 rodzin pszczelich i za wiele sobie nie obiecuję.

W pana prywatnym rankingu jakie są trzy najlepsze polskie miody?

Zdecydowanie numer jeden to miód wrzosowy. Jego smaku, zapachu i galaretowatej konsystencji nie da się porównać z żadnym innym. Ma właściwości oczyszczające, głównie układ moczowy. Mężczyznom po 40. pomaga na problemy z prostatą. Kobietom zaś łagodzi skutki osteoporozy, bo zawiera także wapń. Drugie miejsce przyznaję miodowi spadziowemu, ale ze spadzi jodłowej, której my w naszych okolicach nie mamy. To góry, głównie Bieszczady. Absolutnie rewelacyjny. No i czarnym koniem, jest dla mnie miód gryczany. Gryki akurat na Pomorzu mamy sporo, są nawet 300-400- hektarowe uprawy. To jedyny miód na świecie, który zawiera witaminy z grupy B i C, czyli rutynę, która ma właściwości regeneracyjne, rozszerza naczynia krwionośne. Ma zastosowanie w kosmetyce, gdzie produkuje się na jego bazie maseczki. Sukces naszych miodów pitnych też zawdzięczamy miodowi gryczanemu, który dawał ten korzenny smak, tak samo zresztą jak przy pieczeniu pierników. Produkujemy także miód akacjowy, ale w tym wypadku na pożytki jeździmy aż pod Świebodzin koło Zielonej Góry.

Kiedy pszczelarz zaczyna sezon?

Pszczoły budzą się w marcu, jednak czasami, jak pogoda pozwala, to wykonują obloty i w styczniu, aby się opróżnić. Pszczoły cały czas bowiem jedzą, ale siedzą w ulu i odchody przechowują w odwłoku. To, jakie zabiegi i jak wykonamy, determinuje, w jakiej kondycji będziemy mieli pszczoły na następny sezon, zaczynający się zwykle pod koniec kwietnia. Należy odpowiednio wcześnie podać owadom syrop, aby rodzina nie była głodna. Zapas dla rodziny to minimum 5 kilogramów. Już w lipcu natomiast trzeba odpowiednio przygotować pszczoły do zimowania. My z uwagi na wrzosowiska mamy ten okres nieco przedłużony, i to też wymaga nieco specyficznego przygotowania i tzw. ułożenia gniazda. Zwykle w połowie października w naszych stronach pszczoły zapadają już w letarg.

Ile miodu produkuje średnio jedna pszczela rodzina?

Średnia wydajność rodziny wynosi 30 do 50 kilogramów, tyle możemy im zabrać bez szkody, a brak uzupełnić syropem na bazie cukru. Pień nie może być głodny, jeżeli nie ma miodu lub syropu, popada w stan chorobowy. Bez względu na to, czy są patogeny. Ba, pszczołom może zaszkodzić nawet stres. A może je zestresować wszystko, odbierają różne bodźce, tak samo jak my. W ciągu sezonu rodzina na swoje potrzeby zużywa około 100 kilogramów miodu płynnego, czyli patoki, i około 30 kilogramów pyłku pszczelego. To jest jej żelazny zapas. Jako pierwszy wiosną w naszych stronach pszczoły pozyskują miód z czarnej jagody, której akurat mamy duże połacie koło Czaplinka. W maju przychodzi pora na miód rzepakowy.

Słyszałem, że jedna pszczoła przez całe życie produkuje małą łyżeczkę miodu.

To prawda, całe jej niedługie życie, bo pszczoła-robotnica żyje około 2-3 tygodni, zajmuje produkcja takiej ilości miodu. Przy czym pamiętajmy, że pszczoła po wyjściu z czerwia najpierw pracuje jako sprzątaczka, budowniczy plastra, następnie jako karmicielka i dopiero potem wychodzi w pole jako pracownica. Jej zadaniem jest także obrona ula. W polu żyje bardzo krótko, kilka tygodni, wykonując w tym czasie 200-240 kilometrów lotu i po prostu zapracowuje się na śmierć. Ciekawostką jest, że stymulacją rodziny i rozwojem zajmuje się matka, czyli królowa. Po zimowli w ulu zostaje 5-7 tysięcy pszczół. Te żyją od jesieni do wczesnej wiosny. Zimują w letargu i na wiosnę wychowują nowe pokolenie. Gdy przybywa dnia, przybywa i pszczół. Matka składa wtedy do komórek plastra od tysiąca do nawet trzech tysięcy jajeczek dziennie, z których po 21 dniach wylęgają się dorosłe pszczoły. W ulu są i trutnie, które wylęgają się z niezapłodnionych jaj po 24 dniach. Ich jedynym zadaniem jest zapłodnienie królowej. Te, którym się udaje, zaraz potem giną, a pozostałe wegetują w ulu, nic nie robiąc do czasu, aż zostaną wygonione przez robotnice. W dobrej rodzinie jest wówczas około 80 tysięcy pszczół. Potem następuje okres stagnacji, gdy noc równa się z dniem. Specjalne pszczoły zakładają matce matecznik i karmią dawkami mleczka pszczelego, które jest odpowiednio wzbogacone. Matka wygryza się po 16 dniach. Może żyć do trzech lat, choć zwykle utrzymuje się ją w hodowli dwa lata.

Dlaczego pszczoły się roją, czyli uciekają z ula?

To naturalny proces zachowania gatunku. Pszczoły dzielą się, widząc, że jest brak pożytku. Odlatują wtedy na odległość kilku kilometrów od gniazda i próbują założyć nowe stanowisko, aby pozyskać pokarm. Z reguły odlatują ze starą matką, a młoda, która się wygryzła, zostaje w starym ulu. Zasadą jest, że w każdym ulu może być tylko jedna matka. Wydziela ona niepowtarzalne feromony, które pozwalają pszczołom odróżnić jedną matkę od drugiej. \

Rolnicy chętnie widują was przy swoich uprawach?

Środowisko naturalne jest zdegenerowane, swoje robi chemizacja rolnictwa. W tym upatruję główną przyczynę tego, że pszczół jest coraz mniej i częściej chorują. Nie mówię tu oczywiście o sytuacjach, gdy ktoś - świadomie lub nie - zastosuje opryski ochronne w niewłaściwym okresie, co może zabić wszystkie pszczoły korzystające z danego pożytku. Na szczęście mamy swoich zaufanych rolników, z którymi współpracujemy od lat. Do jednego np. jeżdżę od kilkudziesięciu lat w okolice Wałcza i nigdy nie miałem żadnych problemów, ustala ze mną terminy oprysków, które zresztą jego pracownicy wykonują w nocy, a on ich jeszcze nadzoruje, aby pszczół nie zatruć. Świadomość rolników jest coraz większa. Doskonale wiedzą, że bez pszczół mieliby znacznie mniejsze plony. Zbiory rzepaku z pola zapylanego przez pszczoły mogą być wyższe nawet o 70 procent. Są rośliny - np. gryka, grusze czy inne uprawy sadownicze - które bez owadów nie mogą być w ogóle zapylone.

Jakie gatunki pszczół dominują w Polsce?

Pszczelarze naściągali tyle ras, że materiał genetyczny mocno się wymieszał. Moim zdaniem już mamy problem z utrzymaniem rodzimych gatunków. Takich, jak pszczoła środkowoeuropejska, bardzo zresztą żądliwa. Ja bazuję na niemieckiej odmianie pszczoły kraińskiej. Ale uważam, że obce gatunki mogą zagrażać naszym i je wypierać.

Pszczoły potrafią być groźne?

To zawsze pozostanie dzikie stworzenie, którego działalność człowiek jedynie wykorzystuje, a pszczelarz przez swoje obycie i doświadczenie potrafi zadbać o swoje bezpieczeństwo. Oczywiście i mnie zdarzyło się być wielokrotnie pożądlonym przez pszczoły. Dla osób uczulonych, jak choćby moja żona, może to być oczywiście niebezpieczne.

Rajmund Wełnic

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.