Protesty i krew na ulicach. Po wojnie rozruchy wstrząsnęły Koszalinem

Czytaj dalej
Piotr Polechoński

Protesty i krew na ulicach. Po wojnie rozruchy wstrząsnęły Koszalinem

Piotr Polechoński

W ostatnich dniach Koszalin był świadkiem ulicznych demonstracji. Niemal sto lat temu koszalinianie też wylegli na ulicę. Starcia z policją, ranni i zabici - nie był to pokojowy protest

Ten gwałtowny wybuch społeczny spowodowany został przez klęskę Niemiec w I wojnie światowej. Jeszcze w czasie jej trwania ten światowy konflikt - pomimo że same walki toczyły daleko stąd - miał negatywny wpływ na życie codzienne społeczeństwa Koszalina. Ceny artykułów żywnościowych w mieście podniosły się nawet o 200 procent. Front potrzebował jednocześnie wielu surowców strategicznych. W 1917 roku miasto musiało nawet oddać spiżowe dzwony z katedry do przetopienia na armatnie pociski. Szokiem dla lokalnej społeczności były też straty wśród młodych koszalinian, którzy polegli na frotnach (tylko w w czasie walk na froncie wschodnim poległo aż 813 mieszkańców pochodzących z Koszalina i najbliższych okolic)

Jendak gwałtownne załamanie społecznego porządku nastąpiło zaraz po zakończeniu wojny, a jego głównym powodem była ekonomiczna katastrofa. Wcześniej finansowe podstawy miasta były w miarę ustabilizowane, radykalnie zmieniło się to po zakończeniu I wojny światowej. Załamała się cała gospodarka kraju, co uderzyło też w Koszalin, gdzie w krótkim czasie radykalnie wzrosło bezrobocie. Co gorsza, władze miejskie w tym właśnie momencie postanowiły, że zostaną podwyższone opłaty za gaz i energię elektryczną, a zdobyte w ten sposób fundusze zostaną przekazane na pomoc bezrobotnym. Podwyżki te okazały się iskrą, która spowodowała gwałtowny, społeczny wybuch. W marcu 1919 roku wściekli robotnicy wyszli na ulicę. 3 marca na rynku demonstrowało kilkadziesiąt osób, potem zastrajkowali tramwajarze i kolejarze, co skutecznie sparaliżowało komunikację w mieście i regionie.

Nie bacząc na społeczne niezadowolenie rada miejsca przyjęła kolejną podwyżkę cen chleba, co jeszcze bardziej zaostrzyło i tak napiętą już sytuację. Niedługo potem władze Koszalina straciły zupełnie kontrolę nad tym, co się dzieje w mieście. W tym czasie Socjaldemokratyczna Partia Niemiec zorganizowała demonstrację przeciwko żywnościowym spekulantom. Na rynku, podczas targu rybnego, zebrał się wielki tłum, który pod wpływem przemówień partyjnych liderów siłą zabrał sprzedającym jajka, masło, owoce, mięso (pod pretekstem, że są zbyt drogie), po czym zaczął demolować i grabić pobliskie sklepy. W czasie tych dramatycznych zamieszek mocno ucierpiał największy, koszaliński hotel „Kronprinz” (stał u zbiegu dzisiejszych ulic 1 Maja i Zwycięstwa). Kilka kamieni i kostek brukowych poleciały w stronę hotelowych szyb i głównych drzwi wejściowych mocno je uszkadzając. Kilka też osób właśnie w hotelowym korytarzu znalazło schronienie i przeczekało najgorszy czas strzelaniny.

Tymczasem przerażona i nieliczna policja nie reagowała. Wezwani przez radę miejską żołnierze z miejskiego garnizonu zamiast rozpędzić tłum, zaczęli bratać się z robotnikami. W tej sytuacji padł rozkaz, aby wojsko wróciło do koszar. Tymczasem demolka sklepów trwała w najlepsze, a osamotniona policja musiała sama odpierać ataki wściekłych demonstrantów na ratusz, gdzie przetrzymywano pierwszych zatrzymanych uczestników rozruchów. W końcu zdecydowano o tym, aby ich uwolnić, co tylko jeszcze bardziej zachęciło protestujących do niszczenia sklepów i społecznego mienia. Do prawdziwej tragedii doszło chwilę potem, gdy do akcji wkroczyły ochotnicze, paramilitarne bojówki Selbstschutzu (Samoobrony). Te otworzyły ogień z broni maszynowej raniąc kilkanaście osób, w tym dwie bardzo ciężko.

W kolejnych dniach do miasta wkroczyły oddziały wojskowe z Kołobrzegu i Słupska, o uspokoiło sytuację. Zaczęły się masowe represje i aresztowania wśród uczestników zajść. Łącznie, w trakcie rozruchów z roku 1919 zniszczono i okradziono 25 sklepów, restauracji i zajazdów. Zdewastowano też liczne urządzenia komunalne.

Kolejna fala strajków i demonstracji przetoczyła się przez Koszalin w marcu roku 1920. Ludzie domagali się skrócenia dnia pracy i podwyżki płac. W protestach uczestniczyli kolejarze i pracownicy fabryki papieru, a także robotnicy pomniejszych fabryk. W porównaniu do rozruchów sprzed roku, tym razem od razu doszło do gwałtownych, ulicznych starć w centrum miasta z policją i wojskiem. Na koszalińskich ulicach zginęły trzy osoby, siedem zostało rannych. By nie dopuścić do włączenia się do protestów tramwajarzy żołnierze zajęli zajezdnię tramwajową przy obecnej ulicy Morskiej. Po kilku dniach niepokojów sytuacja zaczęła się normalizować, przywrócono porządek. I jak rok wcześniej tak i teraz rozpoczęły się masowe aresztowania.

Praktycznie przez całe niespokojone lata 20 dochodziło do społecznych niepokojów. Ale nie były one już tak gwałtowne i tragiczne jak te z lat 1919-20.

Piotr Polechoński

Dziennikarz „Głosu Koszalińskiego”, politolog, absolwent Uniwersytetu Szczecińskiego, autor szeregu książek o koszalińskiej historii i tożsamości, w tym „Sekretów Koszalina”, za którą dostał Nagrodą Prezydenta Miasta Koszalina za osiągnięcia w dziedzinie kultury za rok 2017. Laureat dwóch nagród za odkrywanie lokalnej historii i jej popularyzację. W 2005 roku otrzymał „Koszalińskiego Orła”, a w roku 2014 wyróżniony został przez Koszalińskie Stowarzyszenie Przedsiębiorców „Gospodarni”.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.