Policja, która miała sygnały o planowanych alarmach bombowych na maturach, ściga sprawców

Czytaj dalej
Fot. Lukasz Kaczanowski
Wiesław Pierzchała

Policja, która miała sygnały o planowanych alarmach bombowych na maturach, ściga sprawców

Wiesław Pierzchała

Fala alarmów bombowych podczas matur zalała cały kraj. Na szczęście okazały się fałszywe, jednak w znacznym stopniu sparaliżowały egzaminy i zestresowały maturzystów. Policja robi co może, aby schwytać bezmyślnych sprawców.

Wykrycie sprawców nie będzie łatwe, ponieważ maile z informacją o podłożonych w szkołach ładunkach wybuchowych wysyłano z tzw. darknetu, czyli głębokiego internetu, którego nie pokazują wyszukiwarki. Za taką domeną kryje się anonimowy dostawca poczty elektronicznej. Stąd opinie, że autorów tego typu maili nie można namierzyć.

O tym, że atak na matury i maturzystów jest precyzyjnie zaplanowaną i zrealizowaną akcją, raczej nie ma wątpliwości. Świadczą o tym także ustalenia policyjnych specjalistów do walki z cyberprzestępczością, którzy już wcześniej odebrali niepokojące sygnały o planowanych, fałszywych alarmach w szkołach.

Celem tej akcji miało być sparaliżowanie egzaminów maturalnych. Oczywiście policjanci nie ujawniają, w jaki sposób zdobyli niepokojące informacje i czego one dotyczyły. Niemniej kilka dni temu stróże prawa zaczęli ostrzegać w tej sprawie dyrekcje szkół apelując jednocześnie o zachowanie spokoju i rezerwy wobec niepokojących, „bombowych” mailów.

W woj. łódzkim – podobnie jak w innych regionach – docierające do szkół informacje o bombach były badane i weryfikowane przez stróżów prawa, zaś wnioski i ustalenia kierowano do centrali w Warszawie, czyli do Komendy Głównej Policji. O powadze sytuacji świadczy najlepiej to, że w sprawie alarmów na maturach powołano specgrupę do wykrycia sprawców, zaś komendant główny policji na bieżąco informował ministra spraw wewnętrznych o podejmowanych działaniach.

Na sprawcę lub sprawców bombowych alarmów czekają surowe kary: do ośmiu lat więzienia i odpowiedzialność finansowa.

Pamiętajmy, że to kolejna akcja „bombowa” mająca sparaliżować różne urzędy i instytucje. W styczniu br. maile o podłożonych ładunkach wybuchowych trafiły do urzędów skarbowych, wojewódzkich i marszałkowskich w wielu częściach kraju – m.in. w Łodzi, Sieradzu, Radomsku, Gdańsku, Kielcach i Lublinie. Doszło nawet do pamiętnej ewakuacji Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi, podczas której 650 pracowników – z marszałkiem na czele – na kilka godzin opuściło biurowiec w centrum miasta. Oczywiście bomby nie wykryto. Podobnie jak „dowcipnych” sprawców.

Wiesław Pierzchała

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gk24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.