Pasja i upór. Czterech śmiałków przepłynęło Bałtyk tratwą

Czytaj dalej
Fot. Archwium Andrzeja Urbańczyka
Andrzej Gurba

Pasja i upór. Czterech śmiałków przepłynęło Bałtyk tratwą

Andrzej Gurba

Znany w Polsce i na świecie żeglarz Andrzej Urbańczyk swoją morską przygodę zaczął nietypowo i odważnie: rejsem tratwą przez Bałtyk.

Wypłynęli 65 lat temu 28 sierpnia. Przygotowania trwały około roku. Pomysłodawcą rejsu był 21-letni Andrzej Urbańczyk z Łeby, wtedy student Politechniki Gdańskiej. Nie miał zbyt dużego żeglarskiego doświadczenia, ale miał w sobie pasję przygody i upór. Towarzyszyła mu kilkuosobowa załoga: lekarz Jerzy Fischbach (26 lat), radiowiec Stanisław Kostka (26 lat), dziennikarz Czesław Breit (31 lat).

Wieszczono śmierć młodych ludzi

To była pierwsza tak znacząca polska powojenna wyprawa żeglarska, już nawet pomijając fakt, że na świerkowej tratwie. Wzbudzała sensację i olbrzymie zainteresowanie mediów. Także z tego powodu, że ówcześnie polski Bałtyk był całkowicie zamknięty dla żeglarstwa. Na początku piętrzono więc formalne trudności. Część żeglarskiego środowiska powątpiewała w wytrzymałość trawy. Przepowiadano śmierć czterech śmiałków.

„Kiedy już projekt zaczął nabierać realnych kształtów, postanowiłem przedstawić go ojcu, który jako technolog drewna mógł udzielić wielu cennych informacji przy wyborze surowca na tratwę. Dotychczas drewno nie było moim żywiołem. Toteż wywołałem zdumienie ojca, kiedy zacząłem pytać go o dane dotyczące ciężaru właściwego, nasiąkliwości i wytrzymałości drewna. Dopiero kiedy wyjawiłem przyczyny mojego zainteresowania i przedstawiłem całe nasze zamierzenie, ojciec pokiwał głową. - A więc jednak morze, zawsze cię do niego ciągnie…” (fragment książki „Tratwą przez Bałtyk” Andrzeja Urbańczyka wydanej w 1958 r.).

Andrzej Urbańczyk wraz ze swoimi załogantami zbudował tratwę z sześciu świerkowych pni, które powiązano linami. Drewno podarowały Lasy Państwowe. Żagle zostały dostarczone przez Marynarkę Wojenną, podobnie jak i radiostacja. Polskie Linie Oceaniczne zaoferowały liny oraz sprzęt ratunkowy. Wyprawę wsparł także Instytut Medycyny Lotniczej, a piekarze dostarczyli kilka worków sucharów. Polskie media szeroko relacjonowały przygotowania do wyprawy.

Tratwę nazwano Nord, bo planowano obrać północny kierunek rejsu. Miała 10 metrów długości i 4,5 metra szerokości, oczywiście ożaglowanie oraz nabudowaną kajutę. Przed właściwym rejsem przetestowano ją dwukrotnie w rejsach przybrzeżnych. Dodajmy, że inspiracją dla Andrzeja Urbańczyka była słynna wyprawa Heyerdahla na Kon Tiki (w 1947 r. Heyerdahl przepłynął Ocean Spokojny na tratwie z drewna balsa).

Wypłynęli z Łeby

Tratwa wypłynęła 28 sierpnia 1957 r. o godz. 23.30 z portu rybackiego w Łebie. Rejs relacjonował „Dziennik Bałtycki”. Pierwszy meldunek przyszedł już po kilku godzinach: „Tratwa Nord znajduje się 15 mil od Łeby. Pogoda dopisuje. Samopoczucie załogi dobre”.

Kolejny meldunek po 40 godzinach brzmiał: „Cała załoga zdrowa. Samopoczucie dobre. Płyniemy na północ zgodnie z planem. Początkowa siła wiatru 2-4 stopnie w skali Beauforta wzrosła do 4-6 stopni. Silniejsza fala trzykrotnie zerwała miecz, ale uszkodzenie naprawiono. Jednak skutkiem chwilowego braku miecza, tratwa została nieco zdryfowana z obranego kursu”.

Były też jednak nieco spokojniejsze chwile.

„Pakujemy do plastykowego worka aparat fotograficzny, filmy, paczkę sucharów, zabieramy dwa wiosełka i mieszek, aby w razie potrzeby dopompować powietrze, i schodzimy do dinghy (ponton - dop. redakcji). Czynność ta przypomina wsiadanie do łodzi regatowej i wymaga niemałej ostrożności. Wystarczy, aby któryś z nas postawił nogę za wcześnie, a już jeden bok dinghy zaczyna się niebezpiecznie zanurzać. Wreszcie odbijamy: poruszając wolno wiosłami, płyniemy obok tratwy, wydaje się nam ona bardzo wysoka. Trzy trójkątne żagle, przypominające rozpostarte skrzydła, upodobniają ją do potężnego ptaka, który przysiadł na wodzie, by odpocząć, i zrywa się do lotu. Robimy zdjęcia i podpływamy do tratwy, aby wziąć kubełek do wylewania wody, której sporo zdążyło się już wlać do dinghy. Potem przestajemy wiosłować i pozwalamy, aby tratwa uciekła nam daleko. Będziemy mieli okazję robić jej zdjęcia z daleka…” (fragment książki „Tratwą przez Bałtyk” Andrzeja Urbańczyka wydanej w 1958 r.).

Po 12 dniach dotarli do szwedzkiej wyspy

7 września polscy żeglarze dotarli do niewielkiej niezaludnionej szwedzkiej wyspy Lilla Karlso, na zachód od Gotlandii. Ostatnie dni wyprawy okazały się bardzo trudne. Żeglarze zmagali się ze sztormami i silnym wiatrem.

Tratwa osiadła na mieliźnie przy brzegu tej wyspy. Żeglarze mieli plan i nadzieję, że uszkodzenia uda się szybko naprawić i ściągnąć tratwę z mielizny, aby popłynąć dalej w kierunku Sztokholmu. Niestety, nic z tego nie wyszło. Andrzej Urbańczyk i jego załoganci zostali zabrani stamtąd przez szwedzki statek celny i przetransportowani do Visby.

Ostatecznie cała załoga przypłynęła do Polski na pokładzie statku Noteć. Tratwa miała trafić do naszego kraju kolejnym rejsem, ale tak się nie stało. Nigdy do Polski jej nie dostarczono.

I popłynął w świat

To był pierwszy rejs Andrzeja Urbańczyka. Kolejne (od 1975 r.) ugruntowały jego pozycję jako znanego żeglarza, który ciągle szukał morskich wyzwań. Ma na koncie wiele samotnych rejsów. Przepłynął ponad 75 000 mil morskich (łącznie ponad 120 tysięcy mil morskich na wszystkich ocenach). Odbył m.in. samotny rejs dookoła świata, zawijając tylko do trzech portów.

Dwa razy został wpisany do „Księgi rekordów Guinnessa”. Pierwszy raz za samotny 49-dniowy rejs na trasie Jokohama - San Francisco w 1978 roku - chodziło o ustanowienie rekordu prędkości. Drugi raz, w 2003 r., za najdłuższy rejs non stop przez Północny Pacyfik z San Francisco do wyspy Guam w archipelagu Wysp Mariańskich - na tratwie z pni sekwoi.

Andrzej Urbańczyk jest autorem ponad 50 książek, wydanych w ponadmilionowym nakładzie i przetłumaczonych na siedem języków. Od lat mieszka w Stanach Zjednoczonych.

Andrzej Gurba

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.