Konflikty w szkole były, są i będą. Ważne, żeby dziecko nie ucierpiało

Czytaj dalej
Sylwia Lis

Konflikty w szkole były, są i będą. Ważne, żeby dziecko nie ucierpiało

Sylwia Lis

- Stawiajmy dobro dziecka jako cel nadrzędny - mówi Katarzyna Wirkus, psychotraumatolog, mediator i pedagog.

W małej szkole w Dębnicy Kaszubskiej jedna z matek twierdzi, że wychowawczyni szykanowała, szarpała i wyzywała jej ośmioletniego syna. Sprawa trafiła do dyrekcji szkoły, kuratora oświaty i wójta. Matka jako dowód dostarczyła nagrania z dyktafonu, który włożyła synowi do tornistra, nie informując go o tym. Dobrze zrobiła?

Podjęła wszystkie działania zgodne z drogą służbową, czyli zwróciła się do dyrekcji szkoły, a kiedy to, jej zdaniem, nie pomogło, do wyższych instancji, czyli kuratora oświaty i organu prowadzącego - w tym przypadku wójta. Co do nagrywania... Nawet bez wiedzy drugiej strony nie jest zabronione prawem, dopiero upowszechnianie tych nagrań może być karalne. Szkoda jednak, że matka musiała się posunąć aż do takiego działania, bo wyobraźmy sobie, jak na to zareagowali inni nauczyciele i jak teraz patrzą na jej syna, który jeszcze będzie przez kilka lat uczniem tej szkoły. Zapewne mamie zależało na zatrzymaniu zachowań nauczycielki, które oceniała jako skierowane przeciwko jej synowi. Jakoś nawet rozumiem desperację rodzica, który chce ochronić dziecko, a wszystkie działania okazały się nieskuteczne. Pytanie tylko, czy droga do tego celu była najlepsza z możliwych. Niestety, kiedy konflikt narasta, ludzie gubią z pola widzenia ważne sprawy. I tutaj obie strony chyba straciły z pola widzenia dziecko.

Z pani słów wnioskuję, że nie neguje pani zachowania matki, która zresztą sama jest nauczycielką, bo została „dociśnięta do muru”?

Bynajmniej. Uważam, że wykorzystanie dziecka do zebrania dowodów przeciwko komukolwiek nie jest najlepszym pomysłem, a z pewnością nie jest dobrą drogą do rozwiązania konfliktu. Pytanie, czy kiedy on narastał, ktokolwiek z dorosłych myślał jeszcze o tym, żeby go zażegnać i usiąść do rozmowy o tym, co zrobić, żeby wszystkie osoby w niego zaangażowane mogły w szkole normalnie, w zgodzie, dalej funkcjonować. Sądzę, że nie bez znaczenia jest fakt, że mama ucznia jest nauczycielką, osobą znającą system i zwyczaje instytucji oświaty. Tym bardziej jest to smutny i alarmujący obrazek, kiedy dochodzi do tak zaognionego sporu z powodu braku zaufania do tego systemu.

Zgodnie z prośbą matki chłopiec zostanie przeniesiony do równorzędnej klasy. Z dyskusji na sesji rady gminy, na której omawiano konflikt, można wywnioskować, że powodem jest m.in. ochrona nauczycielki…

Być może są jeszcze inne argumenty, bo nie sądzę, żeby trzeba było chronić nauczyciela przed uczniem. To dziecko będzie jeszcze kilka lat uczyć się w tej szkole, a jego matka kontaktować się w jego sprawie z nauczycielami. Jeśli ta zmiana miałaby służyć chłopcu, to jest w tym sens. Inaczej wyglądałoby na to, że to on poniesie konsekwencje konfliktu, z jakim nie poradzili sobie dorośli. Sprawa jest o tyle ważna, że przez swoją eskalację stała się publiczna i zarówno społeczność lokalna, jak i uczniowie oraz ich rodzice patrzą na to, w jaki sposób reaguje system. Ludzie będą wyciągać wnioski, czy warto iść porozmawiać z wychowawcą lub dyrektorem szkoły, czy raczej zaopatrzyć dziecko w sprzęt nagrywający. A ja sobie nie wyobrażam pracy nauczyciela pod kolejną presją i w napięciu, że być może w którymś z tornistrów pracuje cały czas dyktafon. To dopiero świat postawiony na głowie.

Nie ma pani wrażenia, że kiedyś nie było tyle konfliktów rodzic kontra nauczyciel?

Myślę, że na zmianę relacji między rodzicami i nauczycielami wpłynęło kilka czynników. Jeszcze 20 lat temu zawód nauczyciela wiązał się z prestiżem, a nauczyciel zarówno przez uczniów, jak i przez rodziców był darzony respektem. Wiele się zmieniło od tego czasu. Ta odpowiedzialna praca nie jest obecnie godnie wynagradzana, nauczyciele często pracują w przepełnionych klasach, realizując rozdęte podstawy programowe. W wielu szkołach brakuje psychologa dla uczniów, co sprawia, że w pracy wychowawczej nauczyciele nie są dostatecznie wspierani, a nowe czasy przynoszą nowe wyzwania w edukacji młodego człowieka. Do tego ciągłe zmiany w szkolnictwie. W skali kraju brakuje nauczycieli, odchodzą z zawodu. A wymagania i oczekiwania ze strony rodziców są coraz bardziej świadome. Czasami zdarzają się rodzice oczekujący dużo większego zaangażowania ze strony pedagogów. Słyszę od nauczycieli opinie, że niektórzy chcieliby oddać swoje dziecko do szkoły, żeby im je wychować, a zapominają o swojej roli jako rodzica. No nie jest łatwo…

Znajoma nauczycielka ostatnio stwierdziła, że nauczyciele boją się rodziców.

To nie wróży nic dobrego dla współpracy na rzecz dzieci. Kiedy obie strony patrzą na siebie z nieufnością i są gotowe skorzystać z arsenału broni, jakim każda z nich dysponuje, to łatwo o wywołanie wojny. A ponieważ szkoła to instytucja zhierarchizowana, w której można poruszyć kilka poziomów organów zwierzchnich, w sytuacji konfliktu może dojść do znacznej eskalacji. Niewiele osób chce doświadczać na własnej skórze efektów takiej wojny, a najmniej jest to potrzebne uczniom. Najlepiej, kiedy zatrzyma się ten proces u zarzewia poprzez wysłuchanie racji każdej ze stron, przy zachowaniu - to ważne - bezstronności i z myślą o dobru dziecka. To rola dyrekcji szkoły. Wyżej jest kuratorium oświaty, które może być wykorzystane jako narzędzie kontroli i nacisku. Taka perspektywa z pewnością może się przyczyniać do napięcia pomiędzy przedstawicielami szkoły a rodzicami.

Oprócz konfliktów dorosłych są też te między uczniami. Jakie jest ich podłoże?

Racja. Rówieśnicy też bywają dla siebie agresywni i dyskryminujący. Tu jest duży obszar do prześladowań ze względu na cechy fizyczne, na przykład rude włosy, nadwagę czy widoczne niedoskonałości ciała. Niektóre dzieci czasem wyśmiewają jakąkolwiek odmienność czy widoczny niższy status materialny. Trzeba pamiętać, że w wieku szkolnym grupa rówieśnicza jest najważniejszą grupą odniesienia dla dziecka, więc wszelka krytyka i wyrzucenie poza nawias jest szczególnie bolesne i przeżywane w kategorii dramatu. Do tego dochodzą nadużycia dokonywane za pomocą telefonów i komunikatorów, czyli nagrywanie i fotografowanie oraz rozpowszechnianie w sieci ośmieszających treści.

I tu poruszyłyśmy bardzo ważny temat. Często słyszy się, że do sieci trafiły kompromitujące zdjęcia uczniów. Sprawca to kolega, koleżanka, którzy z zemsty chcą ośmieszyć byłą przyjaciółkę czy przyjaciela. To może być przyczynek do tragedii…

Co jakiś czas wstrząsa nami informacja o próbach samobójczych albo śmierci młodego człowieka, który został zaszczuty bądź był szantażowany ujawnieniem w internecie jakichś jego zdjęć czy filmików. Tych sytuacji jest naprawdę dużo. Dzieciom trzeba uświadomić, że takie zachowania są formą przemocy i powodują wielką krzywdę. Nigdy za wiele rozmów na ten temat. Lepiej zapobiegać i edukować, niż leczyć traumę. Duża tu rola rodziców, którzy powinni uwrażliwiać dzieci na sprzeciw wobec krzywdzenia. Szkoła także powinna być czujna i szybko oraz jednoznacznie reagować wobec wszelkich przypadków tego typu nadużyć.

Zaczyna się rok szkolny, jakie rady ma pani dla rodziców i nauczycieli? Jak ułożyć dobrą współpracę?

Tak naprawdę i rodzice, i nauczyciele mają ten sam cel do zrealizowania: wychować młodego człowieka, nauczyć go pożytecznych umiejętności i przekazać wiedzę. Idą w tym samym kierunku, więc warto, żeby sobie towarzyszyli w tej podróży z szacunkiem i we współpracy. Kiedy się pamięta o wspólnym celu, łatwiej uzgodnić sposoby dotarcia do niego i nie postrzega się drugiej strony jako nastawionej wrogo. Kiedy się jednak zdarza konflikt, bo to jest przecież zwyczajny element naszego życia, to warto go zatrzymać, nie pozwalając na to, żeby padło o jedno słowo za dużo, bo potem trudno jest zapomnieć, naprawić relacje i współpracować. To jest olbrzymia odpowiedzialność i rola dyrekcji. Jestem entuzjastką mediacji, one się znakomicie sprawdzają w rozwiązywaniu konfliktów pomiędzy uczniami, a w sporach pomiędzy dorosłymi przynoszą tym bardziej zaskakująco dobre efekty. Zaletą tego narzędzia jest to, że ze sporu wszyscy mogą wyjść jako wygrani i zachować dobre relacje.

Sylwia Lis

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

largexl

Niektórzy nauczyciele tak bardzo chcą się przypodobać właściwej opcji, że wbrew woli rodziców zmuszają dziecko do uczestniczenia w zajęciach religii. Przeżyłem takie wydarzenie ze swoim dzieckiem, które było siłą wciągane na lekcje religii ze świetlicy, na polecenie zakonnicy! Wychowawczyni nie reagowała na moje prośby, do chwili, gdy ostrzegłem, że użyję siły fizycznej do agresorów w trakcie trwania takiej przymusowej lekcji. To dopiero poskutkowało, choć dzieci wspierane przez zakonnicę były agresywne do mojego dziecka!

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.