Ferie przed komputerem? Dlaczego nie, ale... - psycholog radzi rodzicom

Czytaj dalej
Iwona Marciniak

Ferie przed komputerem? Dlaczego nie, ale... - psycholog radzi rodzicom

Iwona Marciniak

Kołobrzeski psycholog Jacek Pawłowski przestrzega o niebezpieczeństwach internetu

Dlaczego dziecko tak łatwo wchodzi w wirtualny świat?

Bo tak cudownie ssie się smoczek, chętnie pije pyszną wodę z cukrem, łatwo zjada papkę (mimo pełnego uzębienia), upada na miękkie poduszki (rozścielane po domu przez troskliwych dorosłych). Bo, kiedy w rękach trzyma płaski, migający, grający melodyjkami przedmiot, to mama nie krzyczy i ma święty spokój. Później: bo świat po drugiej stronie ekranu komputera czy komórki jest cudowny, łatwy, czarodziejski, obiecujący i niczego niesprawdzający. Można być tym, kim się chce, nigdy tym, kim się nie będzie, kim nigdy nie chciało by się być, a się jest. Po magicznym „enter” dzieci wkraczają w świat „tam”. Tworzą się na nowo. Są sprawni fizycznie, mądrzy, piękni, kochani, popularni i niezwyciężeni. Tworzą swoje fantastyczne profile, komponują siebie według wymogów klasowych prześladowców, gwiazd i „popularsów”. Bycie „tam” jest odlotowe, wspaniałe i fantastyczne. Nie ma głupich rodziców, okropnych kolegów, nadwagi, wychudzenia, biedy, upokorzenia, pijaństwa, nadmiernych wymagań, braku ciepła, wyrozumiałości itp. Dzieci zazwyczaj poszukują tego, czego im brakuje i bronią przed światem zewnętrznym. Najogólniej mówiąc, nie każdy chłopiec strzelający w zielone koty z krzemowej procy w komórce telefonu jest zaburzonym, niekochanym sadystą. W świetle wirtualnym, tak różnym i nieporównywalnym z „realem”, bardzo łatwo i przyjemnie odnaleźć swoje wymyślone miejsce. Rolę, którą każde dziecko odegra. Mówię o sytuacji skrajnej, ale niestety częstej, kiedy dziecko pozostawione jest same sobie. Działającego według odwiecznego algorytmu: szkoła-lekcje-szkoła. Kiedy rodziców interesują jedynie oceny, całą resztę życia dziecka przerzucając na szkołę. Media społecznościowe, Messengery, Instagramy zastępują i rozmowę i niestety współczesną inkwizycję. W przestrzeni Internetu może zadziać się dokładnie wszystko.

Cyberprzemoc?

Oczywiście, że tak. To plaga ostatnich lat, druga strona internetowego medalu. Rodzice cieszą się, że ich dzieci całymi dniami siedzą w swoim pokoju przed komputerem i się uczą. Nie przyjdzie im do głowy, że właśnie skomponowali kolejnego mema ośmieszającego okrutnie kolegę z klasy, ułożyli wierszyk wyszydzający rodziców ofiary, wypuścili kolejny filmik nagrany w szatni czy toalecie. Szczucie w sieci jest kontynuacją lub początkiem.

Na co pozwolić, a na co nie? Znam rodziców, którzy kiedyś sadzali dzieciaka przed TV dla świętego spokoju, a teraz ten spokój daje im nastolatek przez komputerem.

Daleki jestem od tego, by odcinać dzieci od telewizji, komputerów i Internetu. Chyba, że decydujemy się na życie w głębi puszczy amazońskiej, bez kontaktu z cywilizacją i nawet ekipą filmową Wojciecha Cejrowskiego. Nie unikniemy ani komputerów, ani gier komputerowych, ani Internet ani aplikacji na komórki i innych zdobyczy geniuszy z amerykańskiej doliny. Nie uchronimy naszych pociech przed fascynacją różowymi Barbie, jednorożcami, Bobami Budowniczymi itd. Owszem, sfilmowane dobranocki, bajki, baśnie są miłe, pouczające i ciekawe, ale nie mogą być zamiast. Bo wśród nich pełno jest „bajek” pełnych przemocy, przekleństw, złośliwości, chamstwa,ironii, bólu, upokorzenia i zwyczajnej, sadystycznej głupoty. Rodzice, którzy wyręczają się telewizją, Internetem, komórką, w wychowaniu dzieci niech nie liczą na cud. Nie ma co liczyć, że ich potomkowie (krew z krwi, wykapany dziadek, wypisz wymaluj tatuś) odzwierciedlą rodowe cechy. Bez osobistego, emocjonalnego, czasowego zaangażowania nie ma mowy o wychowaniu mądrego, dobrego człowieka. Zdaję sobie sprawę, że być może wytaczam ciężkie działa, ale naprawdę, im wcześniej zdamy sobie sprawę czym „nasiąka skorupka” tym lepiej. A na co pozwolić? Sugerowałbym jasne i zrozumiałe wytyczenie granic. Pół godziny grania, pół godziny na Facebooku i Messengerze. Dla maluchów pół godziny na grach itd. Potem czas bez komórki i gier. Nie ma sensu odcinania dzieci od Google i zapędzania do zakurzonych tomów encyklopedii PKWN, by zrobiły notatkę o pożarnictwie („Jak Wojtek został strażakiem”) i sposobach gaszenia ognia. Chociaż, umiejętność korzystania ze słowników mogłaby już być przydatna. Wracając do nastolatka przed komputerem. Ten spokój, że przynajmniej mamy go na oku, że nigdzie się nie włóczy i ma dobre oceny, może runąć. Nie wiemy, co miga na ekranie, nie wiemy czy właśnie atakuje, czy się broni. Nakręca się na kolejny atak i bekę czy loguje się do sali samobójców. Dlatego też dobrze jest sprawdzać co faktycznie dzieje się w pokoju dziecka, a nawet nastolatka. Owszem, nastolatkowie będą się buntować, kręcić i manipulować. Chronić swojego terytorium i prawa do prywatności, ale jeżeli rodzic zrobi to z poszanowaniem i nie wejdzie z paluchami we wszystkie foldery. Ale trzeba być czujnym. Obserwować nastolatków. Kiedy zaczyna się izolować, jest zalęknione, drży na dźwięk esemesa, nagle zamyka klapę laptopa, w popłochu wygasza ekran kiedy nadchodzimy. To może świadczyć, że dzieje się źle. Musimy wziąć pod uwagę dwa warianty, że nastolatek jest ofiarą albo sprawcą.

Co zrobić, jeśli dopiero u nastolatka zobaczymy, że dzieje się źle. Znamy film Sala samobójców - opowiadający nie tylko o dramacie dziecka, ale i rodziców, którzy za późno zorientowali się w jak złym stanie znajduje się dziecko. Jak sięzachować? Jak interweniować?

To zawsze jest długotrwały proces, uzależnienie od wirtualnego świata, gier, czatów nie następuje od pierwszego kliknięcia w uśmiechniętą kupkę.

Iwona Marciniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gk24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.