Doktor Zbigniew Szyszkiewicz, odszedł nestor szczecineckiej psychiatrii

Czytaj dalej
Fot. arch
Rajmund Wełnic

Doktor Zbigniew Szyszkiewicz, odszedł nestor szczecineckiej psychiatrii

Rajmund Wełnic

Zmarłego niedawno doktora Zbigniewa Szyszkiewicza, założyciela szczecineckiej psychiatrii, wspomina jego wieloletnia współpracowniczka Anna Piotrowska.

W czwartek pożegnaliśmy doktora Zbigniewa Szyszkiewicza. Nestor szczecineckiej psychiatrii zmarł w wieku 92 lat. Jeszcze jako emerytowany lekarz udzielał się zawodowo będąc nieocenioną pomocą dla młodszych kolegów tej specjalności.

Pan doktor był także biegłym sądowym z zakresu psychiatrii, pracował w poradni odwykowej, którą zresztą sam tworzył, pomagał w tworzeniu ruchu anonimowych alkoholików.

Został w pamięci

Tak Zbigniew Szyszkiewicz zapisał się w pamięci Anny Piotrowskiej, szczecineckiej psycholog: - Wspominam Go z wdzięcznością - pisze. - W dużym stopniu zawdzięczam mu mój zawodowy rozwój. Bo zawsze okazywał zaufanie, aprobował wszystkie wyjazdy na szkolenia, niczego nie narzucał i nie ograniczał. Dawał poczucie partnerstwa, które zobowiązuje i buduje samoocenę u młodego pracownika.

- Poza pracą w Poradni Zdrowia Psychicznego w Szczecinku, spędzaliśmy wspólnie sporo czasu w podróżach do okolicznych sądów jako biegli sądowi - wspomina pani Anna. - Mam poczucie, że znałam Go bliżej. Był człowiekiem skromnym. Nie lubił stać w pierwszym szeregu. Miał umiejętność nadawania właściwego znaczenia faktom i dystansowania się do spraw, które innych emocjonowały.

- Był świetnym diagnostą. Psychiatryczni pacjenci darzyli go zaufaniem. Wspominał, że przez cały okres swojej pracy w zawodzie nie spotkał się z agresją, którą by kierowali w jego stronę. Pamiętam sytuację, jak potrafił rozbroić napięcie u pobudzonego pacjenta, który wchodził z nożem do różnych gabinetów lekarskich. Nie miał prywatnego gabinetu. Nigdy nie przyjmował materialnych dowodów wdzięczności od pacjentów. Nie wystawiał lewych zwolnień.

- Przez wiele lat, bo od 1972 roku, kiedy miał już specjalizację z zakresu psychiatrii, do połowy lat 90. był jedynym psychiatrą zatrudnionym w Szczecinku - pisze pani Anna Piotrowska. - Od początku był na liście biegłych sądowych z zakresu psychiatrii. Długo zachował dobrą sprawność intelektualną. Jeszcze w wieku 81 lat otrzymywał zlecenia na opiniowanie.

Sześcioletnie stacjonarne studia medyczne ukończył na AM w Gdańsku w 1968 r. Dostał nakaz pracy w Szpitalu Powiatowym w Szczecinku. Wspominał, że zatrudnienie uzależniono wtedy od podjęcia się obowiązku wykonywania sekcji zwłok dla celów prokuratury. Robił to do 2000 roku.

Człowiek wielu zawodów

To nie są wszystkie aktywności doktora. Wykładał w Liceum Pielęgniarskim anatomię, fizjopatologię i psychiatrię. Pracował w Zakładzie Karnym w Czarnem i w Szczecinku, w DPS w Czarnem i w Żydowie. Dojeżdżał tam raz w tygodniu. Zajmował się leczeniem odwykowym, do czasu kiedy istniała wspólna poradnia z psychiatryczną, angażował się w grupy Anonimowych Alkoholików. W połowie lat 80. odwykową zaczęła prowadzić mgr Helena Krysztopanis. - No i jeszcze, w czasie Solidarności był wiceprzewodniczącym w ZOZ-ie - dodaje nasza rozmówczyni. - Przewodniczącym był Jerzy Hardiek-Douglas.

Zbigniew Szyszkiewicz urodził się w Wilnie 12 listopada 1926 r. Stamtąd pochodzili jego rodzice i dziadkowie. Ojciec był zawodowym podoficerem. Kiedy miał 10 lat rodzice zamieszkali w Grodnie. Zdał do siódmej klasy szkoły powszechnej kiedy wybuchła wojna.

Wspominał, że od połowy roku językiem wykładowym był rosyjski. W czasie niemieckiej okupacji 16-letnia młodzież miała obowiązek pracy. Pracował w wytwórni pasty do butów, a potem w zakładzie fryzjerskim. Stamtąd w sierpniu 1943 r. został wysłany do Niemiec do prac przymusowych. Trafił do Stuttgartu do jednej z fabryk przemysłu zbrojeniowego. Po wyzwoleniu w kwietniu 1945 r. przez armię francuską, pracował jako fryzjer do grudnia 1945 w jednostce wojskowej armii amerykańskiej.

Potem był w Mannheim w polskich formacjach pomocniczych u boku wojsk amerykańskich. Były to Polskie Kompanie Wartownicze. Poszukiwany przez matkę w Anglii przez Czerwony Krzyż, dowiedział się, że jest ona w Szczecinku i w sierpniu 1946 r. postanowił wrócić do Polski. Miał niecałe 20 lat. Ukończył w systemie semestralnym prywatne gimnazjum, a potem wieczorowe prywatne liceum. Skierowany na kurs przysposobienia wojskowego przez organizację Służba Polsce zatrudniony był od maja 1948 r. jako dowódca kompanii przez Komendę Powiatową SP. M.in. pracował przy odbudowie nabrzeża nad Odrą w Szczecinie.

Na początku 1950 r. skierowany był na kurs dowódców batalionów. W marcu 1950 r. dostał wypowiedzenie z pracy na podstawie rozporządzenia Szefa Departamentu MON. przyczyną był fakt, że „służył w Amerykańskich Kompaniach Wartowniczych”. Wtedy od dwóch lat był już żonaty i miał dwoje dzieci. Od października 1950 r. podjął pracę w Polskim Czerwonym Krzyżu w Szczecinku. Po szkoleniu Warszawie został instruktorem PCK. Organizacja ta zajmowała się ogólną oświatą zdrowotną i szkoleniem młodszych pielęgniarek dla potrzeb lecznictwa szpitalnego.

We wrześniu 1951 r. zapisał się do Liceum Felczerskiego w Słupsku. Po ukończeniu pracował jako felczer w Pogotowiu Ratunkowym w Szczecinku. W 1962 r. pojął studia medyczne w Gdańsku.

Rajmund Wełnic

Z lokalną prasą - najpierw Głosem Pomorza, a następnie Głosem Koszalińskim - jestem związany od 1995 roku. Mam to szczęście, że mogę pisać o swoich pięknych rodzinnych stronach - Szczecinku i powiecie szczecineckim. Wolny czas "pożerają" mi obecnie pociechy (Zuzia, 2009) i Felek (2015). Zaciekły kibic piłkarski.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gk24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.