Jan Sroka

Dawne Legendy o jeziorze Wicko w powiecie sławeńskim

Dawne Legendy o jeziorze Wicko w powiecie sławeńskim Fot. postomino.pl
Jan Sroka

Dzisiaj krótka porcja legend z powiatu sławieńskiego. Prezentujemy podania o jeziorze Wicko w gminie Postomino.

Zbieraniem i publikowaniem legend pomorskich zajmowali się na przełomie XIX i XX stulecia m.in. Otto Knoop, Alfred Haas i Ulrich Jahn. Dla ziemi sławieńskiej wielkie zasługi położył Karl Rosenow, regionalista i założyciel Muzeum w Darłowie, autor licznych prac o Ziemi Sławieńskiej i Pomorzu. Legendy związane z tą ziemią publikował zarówno w prasie jak i książkach.

O tajemniczym łabędziu

Koło Łącka, gdzie strumyk klasztorny wpływa do jeziora, księżna Adelajda Brunszwicka w 1394 roku założyła klasztor. Zakon Kartuzów był jednak zbyt ubogi, by mógł utrzymywać klasztor na takim odludziu, więc zakonnicy przeprowadzili się do Darłowa do klasztoru Korona Maryi. Na miejscu dawnego klasztoru w pobliżu Łącka jeszcze dzisiaj można znaleźć szczątki starego muru. Mnich z tego klasztoru popełnił straszną zbrodnię. Porwał dziewicę z Łącka, a kiedy nie chciała mu być posłuszną, zgwałcił ją i wrzucił do jeziora. Po chwili wypłynął z toni śnieżnobiały łabędź i z żałosnym śpiewem poruszał się po jeziorze. Łabędź zawsze wypływał w miejscu zatonięcia dziewczyny. Żałosny śpiew łabędzia zwrócił uwagę rybaków, którzy zauważyli, że ptak ten był większy od pozostałych i miał pięknie upierzoną głowę. Poza tym nie był płochliwy, nie uciekał kiedy rybacy do niego podpływali. Zaciekawieni zaczęli badać dno jeziora i odkryli zwłoki dziewczyny obciążone kamieniami. Od razu domyślili się, że mordercą jest mnich, gdyż jego dziwne i skryte zachowanie rzucało się w oczy. Nieczyste sumienie nie dawało mu spokoju. Uciekł do lasu, wędrował po wydmach, gdzie zginął.

Po wielu latach odkryto szkielet przykryty mnisim habitem. Tak zginął złoczyńca w wydmowych piaskach. Jego duch nie zaznał jednak spokoju. Straszy od czasu do czasu przerażonych wędrowców. Także łabędź niekiedy się pokazuje. Kto zobaczy tego pięknego, większego od innych ptaka z piękną głową, ten z pewnością zazna szczęścia.

Gniazdo zbójeckie

Pośrodku jeziora na linii między wioskami Wicko i Wicko Morskie leży mała wyspa schowana w sitowiu. W dawnych czasach mieściło się tu gniazdo rozbójników morskich. Takie same kryjówki istniały podobno na Górze Chełmskiej koło Koszalina, na Rowokole koło Smołdzina i w innych miejscach na wybrzeżu. Z wyspy na jeziorze prowadziła grobla aż do Wicka. Wracając z rozboju piraci korzystali z tej grobli, aby zatrzeć ślady ucieczki. W połowie nasypu leży duży granitowy głaz narzutowy, który spełniał rolę drogowskazu. Do dziś wystaje nad powierzchnię wody i widoczny jest z brzegu. W czasie wojen francuskich podobno wojsko korzystało z tego przejścia przez jezioro. Chłopi przy niskim stanie wody pędzili swoje bydło do Wicka Morskiego także przez groblę. Stary człowiek z Łącka twierdzi, że on przeszedł suchą nogą przez jezioro, korzystając z drogi na grobli.

Zasypana wieś

Dawno temu na mierzei między jeziorem Wicko a Bałtykiem leżała bogata wieś. Dzisiaj rozciągają się tam wędrujące wydmy i lasy. Kiedy zaczęto wycinać las, piasek zasypywał okolice. Tworzyły się całe piaskowe góry. Wędrujące piaski pomału pokrywały wieś. Duża wydma posuwająca się w głąb lądu pokrywała wszystko, lecz posuwając się w kierunku jeziora odkrywała ruiny domów. Nie na długo, następna wydma zakrywała je ponownie. Legenda mówi, że okoliczna ludność widziała fundamenty domostw, które czasem wystają z piasków. Po sztormach znów znikają.

Szwedzi nad jeziorem

Po wylądowaniu nad jeziorem w sierpniu 1630 roku Szwedzi zbudowali szaniec w kształcie podkowy w pobliżu ujścia rzeki. Do dziś widać jak duża była to budowla. Podczas wojny zakopano tu bardzo duży skarb, którego podobno strzegł wesoły skrzat.

Pewnego dnia w pobliżu szańca parobek orał pole. W południe przyniesiono mu obiad. Ponieważ nie był głodny, jedzenie zostawił pod krzakiem. Gdy wrócił okazało się, że miski są puste. Podobnie było następnego dnia. Na trzeci dzień poczekał i zobaczył małego gnoma w czerwonej rogatywce, który bardzo szybko przełykał jego obiad. Gdy krasnal dostrzegł parobka krzyknął: „ Gdybyś jeszcze ten raz pozwolił mi zjeść obiad, to podczas orki odkryłbyś duży skarb”. To mówiąc zniknął. Skarbu nigdy nie znaleziono.

Jan Sroka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gk24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.