Co zdradził mężczyzna o arabskim wyglądzie

Czytaj dalej
Fot. archiwu m
Anna Gronczewska

Co zdradził mężczyzna o arabskim wyglądzie

Anna Gronczewska

W latach PRL-u mieszkańcy polskich miast opowiadali legendy o czarnej wołdze Teraz rodzą się podobne opowieści - główną rolę odgrywają muzułmanie, którzy planują zamach.

Polacy lubią straszyć się miejskimi legendami. Kiedyś, za peerelu, żyliśmy opowieściami o czarnej wołdze porywającej ludzi z ulic. Teraz w roli głównej występują Irakijczycy, Syryjczycy i inni przedstawiciele państw islamskich. Wszystko zależy od tego, kto opowiada historie.

Pierwsze zaczęły się pojawiać pod koniec ubiegłego roku. Zaczęły obiegać kolejne miasta i miasteczka na miesiąc, może dwa przed Światowymi Dniami Młodzieży. Schemat był podobny - różniły się tylko miejsca: Kraków, Chrzanów, Tarnów, Limanowa.

Portfel

Jakaś licealistka znalazła portfel, który wypadł z kieszeni idącego przed nia mężczyzny. Podniosła go i dogoniła człowieka. Okazało się, że jest to obywatel państwa arabskiego. Mężczyzna bardzo się ucieszył, gdy odzyskał swoją własność. W portfelu miał nie tylko ważne dokumenty, ale i sporą sumę pieniędzy.

- W zamian za to, że jesteś taka dobra, coś ci powiem - miał szepnąć jej przedstawiciel muzułmańskiego kraju. - Unikaj tego przystanku przy tym domu towarowym. Zwłaszcza w soboty, około 11.

- Dlaczego? - zapytała zdumiona dziewczyna.

- Wiem, że dojdzie tam do zamachu. Zostanie podłożona bomba. Mówię ci to dlatego, bo bardzo mi pomogłaś, nie chciałbym, aby coś ci się stało - miał stwierdzić nieznajomy.

Ta historia szybko została przekazywana od jednej do drugiej koleżanki, od kolegi do kolegi, itd. Opowiadano nowe wersje tego zdarzenia. Okazywało się, że portfel znalazła już nie licealistka, a studentka. Portfel gubił Irakijczyk, Syryjczyk, Palestyńczyk.

Na narzucające siępytanie: dlaczego znalazczyni portfela nie zgłosi się na policję, padała przekonywująca odpowiedź: ze strachu. Nieznajomy zna jej twarz i może się zemścić.

- Słyszałam też wersję, że taką przygodę miała urzędniczka z magistratu - opowiada Krystyna Banasiak, emerytowana nauczycielka. - Zresztą tę historię słyszałam kilka razy, zawsze w zmienionej wersji. Przyznam, że najpierw uwierzyłam. Jednak, gdy słyszałam tę samą opowieść w kolejnych wersjach, zaczęłam mieć wątpliwości co do jej wiarygodności.

Wcześniej była wołga

Pani Krystynie przyszło do głowy, że to pewnie legenda miejska. Przypomniała sobie jedną z najsłynniejszych, tę o czarnej wołdze krążącej po polskich ulicach i porywającej dzieci.

Wołga zaczęła „jeździć” po naszych ulicach w połowie lat 70. Podróżowali nią Niemcy z RFN-u. Żeby wzbudzić zaufanie, byli przebrani za zakonnice, albo za księży. Zatrzymywali się przy idących ulicą dzieciach i wciągali je do samochodu. W większości opowieści czarna wołga miała w oknach firanki.

Z porwanych dzieci miano wysysać krew, a ich zwłoki porzucać na śmietniku. Krew była przeznaczona dla niemieckich bogaczy. Przewożono je przez granicę w samochodowych oponach, które miały biały kolor...

To tylko jedna z wersji legendy o czarnej wołdze. W każdym polskim mieście podawano ją z innymi szczegółami.

Niekiedy zakonnicę i księży zastępowali pracownicy SB, albo Żydzi. Nie zmieniał się tylko samochód oraz to, że w plotkę tę wierzyły nie tylko dzieci, ale również dorośli.

Czarna karetka

Kilka lat temu przekazywano sobie z ust do ust wiadomość, że po polskich ulicach jeździ krwiożercza czarna karetka.

W tych opowieściach czasem zamieniała się w busa, albo w czarne bmw. Jeździła po polskich wsiach, miasteczkach i porywała ludzi, żeby wyciąć im narządy do przeszczepów. Czarną karetkę „widziano” wcześniej w Czechach, krążyła po Wielkopolsce, widziano ją też koło Szczecina.

Dionizjusz Czubala, emerytowany profesor Uniwersytetu Śląskiego, znany folklorysta, specjalista od plotek i legend miejskich, tłumaczył nam, że powstają one z naszych lęków.

- Całym podglebiem tych makroplotek, czy jak niektórzy mówią, współczesnych mitów, jest właśnie lęk - wyjaśnia profesor Czubala. - A boimy się różnych rzeczy, trudno wszystkie wyliczyć. Boimy się polityków, grup dominujących, morderców, złodziei, chorób.

Takie legendy miejskie gromadzi dr Filip Graliński z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zdokumentował na przykład legendę o ukradzionej babci.

Mit narodził się w połowie lat 60. ubiegłego wieku, prawdopodobnie w Anglii. Opowiada o angielskiej rodzinie, która wybrała się na wczasy do Hiszpanii. Podczas urlopu umiera podróżująca z nimi babcia. Nie chcąc załatwiać wielu formalności, jej ciało przewożą w bagażniku. Podczas jednego z postojów ciało babci znika i nie zostaje odnalezione.

Z czasem zmieniała się tylko narodowość turystów i kraj, który odwiedzali. Byli więc Niemcy, Włosi, Czesi, ale i Polacy. I to w nowej wersji.

- Taka historia przydarzyła się znajomym kolegi mojego taty - czytamy na stronie dra Gralińskiego. - Pojechali z babcią na beatyfikację Jana Pawła II do Rzymu. Gdy byli na miejscu, babcia umarła (prawdopodobnie z przyczyn naturalnych). Jako że koszty sprowadzenia zwłok i masa formalności potrafią zniechęcić - wzięli sprawę w swoje ręce. Załadowali zwłoki do bagażnika samochodowego na dachu...

Kilka tygodni temu pojawiła się nowa miejska legenda, a raczej kontynuacja tej dotyczącej domniemanego zamachu. Pretekstem do jej stworzenia było zatrzymanie w Łodzi Irakijczyka, który miał mieć przy sobie materiały wybuchowe.

Czterech z bombą

Barbara, ekonomistka, mówi nam, że spotkała na ulicy koleżankę, która zaczęła jej opowiadać pewną historię. Kobieta mieszka na jednym z dużych osiedli. Któregoś dnia do jej męża zadzwonił kolega, który jest policjantem. Pełnił służbę niedaleko ich domu.

- Wpadnij do mnie, mam dyżur, to pogadamy - zaprosił ku-mpla do siebie. Policjant miał mu zdradzić w wielkim sekrecie, że w sprawę Irakijczyka zamieszanych było jeszcze kilku innych jego rodaków. - Było ich pięciu, a zatrzymali tylko jednego - opowiadał. - Czterech jest na wolności. Szykują zamach. Musisz być uważny, powinieneś unikać dużych skupisk...

Słynna czarna wołga siała strach wśród dzieci i dorosłych

Anna Gronczewska

Jestem łodzianką więc Kocham Łódź. Piszę o historii mojego miasta, historii regionu, sprawach społecznych, związanych z religią i Kościołem. Lubię wyjeżdżać w teren i rozmawiać z ludźmi. Interesuje się szeroko pojmowanym show biznesem, wywiady z gwiazdami, teksty o nich.

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.