Monika Chruścińska-Dragan

"Boże Ciało" oczarowało Amerykanów. Zgarnąć statuetkę Oscara będzie jednak ciężko

"Boże Ciało" oczarowało Amerykanów. Zgarnąć statuetkę Oscara będzie jednak ciężko Fot. arc.
Monika Chruścińska-Dragan

Kinomani mają w tym roku jeden powód więcej, aby śledzić nocną galę rozdania Oscarów. Amerykańska akademia ogłosiła w poniedziałek listę nominowanych do statuetki Złotego Rycerzyka. Wśród docenionych przez filmowców obrazów Polacy znów mają swojego faworyta - „Boże Ciało” w reżyserii Jana Komasy.

To dopiero drugi taki przypadek, gdy akademia drugi raz z rzędu wyróżnia polską produkcję. Pierwszy raz miał miejsce w latach 70., kiedy do Oscara w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego nominowano po kolei „Potop”, „Ziemię obiecaną” i „Noce i dnie”. Optymiści twierdzą, że ubiegłoroczna przegrana „Zimnej wojny” tylko zwiększyła szansę na wygraną obrazu Jana Komasy. Prawda jest jednak taka, że Polakom niezwykle trudno będzie wywalczyć statuetkę.

„Boże Ciało” jednak nawet jeśli nie zdobędzie statuetki, to już wygrało. To film, za którym stoją twórcy praktycznie mało znani wcześniej na arenie światowej. Kiedy Paweł Pawlikowski startował ze swoją „Idą” po Oscara, miał już dwie nagrody BAFTA (brytyjski odpowiednik Oscara) na koncie. Za filmem Komasy przemawiały początkowo tylko Nagroda Label Europa Cinemas na Festiwalu Filmowym w Wenecji, bardzo dobre recenzje i zaproszenia na kolejne festiwale.

Polska ekipa w oscarową promocję musiała włożyć tytaniczną pracę i niemałe pieniądze - wynajęła profesjonalistów od PR, wykupiono reklamy w The Hollywood Reporter czy Variety, wreszcie twórcy pojechali osobiście promować swój obraz na amerykańskich projekcjach dla członków akademii. Prawdziwa machina jednak dopiero ruszyła po ogłoszeniu nominacji. Teraz w promocję włączył się dystrybutor filmu, który wprowadził go do amerykańskich kin. Celem jest dotarcie do jak największego grona widzów za Oceanem. Ludzie z kręgów akademii, którzy obserwują proces nominacji i przyznawania nagród, podkreślają często, że najistotniejszym jest, aby jej członkowie zobaczyli film. Bo to wcale nie jest oczywiste, że każdy z nich obejrzy każdy film.

Scenariusz "napisało" życie

Sukcesu oczywiście nie byłoby, gdyby polski film już nie zauroczył amerykańskich filmowców. Historia przestępcy udającego księdza w zapadłej wiosce, opowiedziana kameralnie, wręcz minimalistycznie przez Jana Komasę, jest na tyle uniwersalna, że sprawdzi się wszędzie, niezależne od szerokości geograficznej. Być może to zasługa tego, że inspirowana jest prawdziwą historią młodego chłopaka, który w 2011 roku w mazowieckiej wsi przez dwa miesiące podawał się za księdza. A być może to dzięki rewelacyjnie wcielającemu się w fałszywego kapłana Bartoszowi Bielenii.

Nominacja do Oscara dla „Bożego ciała” to też kolejny - po sukcesach „Idy” i „Zimnej wojny” - dowód na to, że po latach posuchy polskiego kino znów liczy się na świecie. Amerykanie są nawet żywo zainteresowani kupnem praw do zrobienia remake’u filmu Komasy.

Z każdym rokiem rosną też dochody rodzimych obrazów w box office. W 2018 roku Polacy kupili 59,7 mln biletów, o 3,1 mln więcej w porównaniu z 2017. W pierwsze trzy kwartały minionego roku - 43,2 mln biletów. Samo „Boże Ciało” po trzecim weekendzie na ekranach przyciągnęło do polskich kin więcej ludzi niż „Joker” Todda Philipsa. A ten wymieniany jest przecież jako główny faworyt do wygrania tegorocznej gali Oscarów.

Jednym z rywali „Bożego Ciała” jest najnowszy film Pedro Almodóvara - „Ból i blask” z doskonałą kreacją Antonio Banderasa. Nominowanego zresztą w kategorii najlepszy aktor pierwszoplanowy. Jako największy faworyt wymieniany jest jednak koreański „Parasite” Joon-ho Bonga.

Opowieść o dwóch rodzinach z różnych klas społecznych, których losy przypadkowo się krzyżują, nominowana została łącznie w aż sześciu kategoriach - obok najlepszego filmu międzynarodowego, gdzie konkuruje z „Bożym ciałem” - akademia doceniła także jej scenariusz, montaż, reżyserię, scenografię i wytypowała do nagrody głównej, czyli najlepszego filmu minionego roku. Wcześniej zdobyła też Złotą Palmę w Cannes.

Amerykanie ponoć zwariowali na punkcie „Parasite”. Nie dość, że znają świetnie twórcę filmu - nakręcił dla Netflixa dramat przygodowy „Okja”, to telewizja HBO zakupiła właśnie prawa do przeniesienia „Parasite” na srebrny ekran. Sam Quentin Tarantino nazwał natomiast Bong Joon-ho nowym wcieleniem Spielberga.

Na „Parasite” stawiają także krytycy i bukmacherzy. Zdaniem analityków STS to Koreańczycy mają największe szanse na statuetkę. Kurs na „Boże ciało” wynosi tylko 25,00. Oznacza to, że jeśli gracz trafnie postawi 100 zł na jego zwycięstwo, wygra 2 200 zł. Krytyk filmowy, Tomasz Raczek, szansy dla polskiego filmu upatruje w zdobyciu przez „Parasite” najważniejszej nagrody. - Jeśli zwycięży w kategorii najlepszy film, to raczej nie dostanie statuetki w kategorii najlepszy pełnometrażowy film międzynarodowy - podkreśla w wywiadzie dla tvn24.

Poza koreańskimi i hiszpańskimi dziełami w stawce są jeszcze „Kraina miodu” z Północnej Macedonii, nominowana także w kategorii najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny - i francuscy „Nędznicy”.

Kto jeszcze nominowany? DiCaprio, Pacino, Hanks, Pesci...

Oscary to jednak przede wszystkim wielkie gwiazdy i wielomilionowe produkcje. Tych i tym razem nie brakuje. Najwięcej, bo aż 11 nominacji otrzymał „Joker”, ale aż trzy filmy mają ich po 10 - „Irlandczyk” Martina Scorsese, „Pewnego razu… w Hollywood” Quentina Tarantino i „1917” Sama Mendesa. Najwięksi z największych staną też w szranki o tytuł najlepszego aktora drugoplanowego. Szansę na kolejnego Złotego Rycerzyka ma w tym roku Tom Hanks (za film „Cóż za piękny dzień”), Anthony Hopkins („Dwóch papieży”), Al Pacino i Joe Pesci („Irlandczyk”) oraz Brad Pitt („Pewnego razu… w Hollywood”). Dla wszystkich, poza Pittem, byłaby to już następna nagroda aktorska do kolekcji. Pit pierwszą i jedyną statuetkę dostał za „Zniewolonego. 12 Years a Slave” uhonorowanego w kategorii najlepszy film.

W kategorii najlepszy aktor pierwszoplanowy szansę na kolejnego Oscara ma Leonardo DiCaprio („Pewnego razu… w Hollywood”), ale tutaj też konkurencja jest wyrównana. Nominowani są: Jonathan Pryce za rolę Franciszka w „Dwóch papieżach”, wspomniany Antonio Banderas za „Ból i blask”, Adam Driver za „Historię małżeńską” i tytułowy „Joker”, czyli Joaquin Phoenix. Dla tego ostatniego to szósta szansa na nagrodę. Dla DiCaprio to ósma nominacja. Jeśli wygra, będzie to druga statuetka Oscara (pierwszą dostał w 2015 za film „Zjawa”). I choć bukmacherzy nie dają mu wielkich szans w starciu z Phoenixem, to na Oscarach przecież wszystko może się zdarzyć.

Monika Chruścińska-Dragan

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gk24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.